Autopromocja

Bóg to nie rytuał. "Dekalog" Kieślowskiego na DVD

"Dekalog" Kieślowskiego
"Dekalog" KieślowskiegoMedia
26 grudnia 2015

„Dekalog” Kieślowskiego nie chce się zestarzeć. Dwadzieścia osiem lat od premiery ten sfilmowany kanon prawd wiary sam stał się kanonem – wielkiego kina

2411815-i02-2015-249-000010700.gif

Nowe wydanie „Dekalogu” na DVD zawiera dziesięć odcinków serialu po rekonstrukcji cyfrowej obrazu oraz remasteringu dźwięku, a wśród dodatków m.in. dokument o Kieślowskim – „Still Alive”. Niemal każdy ma własne, ulubione fragmenty „Dekalogu”: ukochane sceny, dialogi, twarze. Filmowa przypowieść Krzysztofa Kieślowskiego już dawno stała się bowiem dobrem wspólnym. Porażająca męka zabijania z „Dekalogu V”: śmierć rozpisana na sekundy, które wydają się trwać całe godziny. Ambiwalencja erotycznego przyciągania z „Dekalogu IV”. Powracające upiory przeszłości w „Dekalogu VIII”...

Przypomnijmy, że zbudowany z dziesięciu autonomicznych odcinków serial powstał w ciągu niespełna roku, w „Dekalogu” wystąpiły największe wówczas gwiazdy polskiego kina i teatru, a za zdjęcia odpowiadali wybitni operatorzy (m.in. Idziak, Zdort, Sobociński). Serial okazał się artystycznym triumfem, a sam Kieślowski z dnia na dzień stał się niekwestionowanym liderem współczesnego kina. Zagadkowe życie po życiu serialu wydaje się zresztą równie zajmujące, jak historia powstania filmowego dziesięcioksięgu. Kiedy w 1989 roku Telewizja Polska podpisała pierwszą zagraniczną umowę licencyjną na zakup serialu, nikt nie podejrzewał, że dekadę później „Dekalog” stanie się największym hitem eksportowym TVP w historii. Rozgrywające się w scenerii polskiego bokowiska historie moralnych, etycznych i psychologicznych zapętleń kilkudziesięciu bohaterów oglądali kinomani w Europie, Afryce, Azji, Ameryce Południowej; na Tajwanie, w Meksyku, Iranie czy Hongkongu.

Polska ulica drugiej połowy lat 80., którą tak wnikliwie opisali Piesiewicz i Kieślowski, musiała mieć kolor depresji. Niewidzialną barwę apatii, w której znużenie sąsiadowało z bliskim pewności przekonaniem, że taki stan będzie niezmienny. Bohaterowie „Dekalogu” są przypisani do tamtego czasu i miejsca, a jednak ich historie w sposób zaskakujący się zuniwersalizowały. Nadal nie wypełniamy przykazań, nie potrafimy pięknie żyć w brzydkim świecie.

Siła „Dekalogu” sięga jednak głębiej. Ten serial pokazał egzystencjalną szarpaninę człowieka, który nie potrafi zagrać o własną twarz. Zwyciężyć z maską. Dusi się nieustannie w strachliwych wycofaniach, pielęgnuje bezszelestność i dławi własną osobowość. Tymczasem indywidualność jest dolą – lub niedolą – każdego. Od początku autorzy tego projektu: Krzysztof Kieślowski oraz pomysłodawca i współscenarzysta „Dekalogu” Krzysztof Piesiewicz deklarowali, że od prawd religijnych zapisanych w dziesięcioksięgu Mojżeszowym dużo ważniejsze będą dla nich zawarte w dekalogu kwestie etyczne i zagadnienia natury moralnej. Kieślowski mówił, że nakręcił ten film, ponieważ sam nie potrafił udzielić jednoznacznej i jasnej odpowiedzi na pytanie: po co żyjemy?

W „Dekalogu” Kieślowski z Piesiewiczem znakomicie zarejestrowali moment, w którym profanum decyduje o sacrum. Codzienność deprymuje świętość. Od jednego gestu, pojedynczej decyzji zależy, jak ułożą się nasze dalsze losy. W tej układance reżyser nie jest wszechwiedzącym, rozdającym nagrody i uśmiechy omnibusem. Przeciwnie, on także wątpi, zadaje pytania. Widz odnosi wrażenie, że niewidzialny narrator jest tak samo przestraszony światem jak bohaterowie – jak my. A jednak ów narrator wie, że istnieją pewne etyczne reguły, których należy przestrzegać. To może być uszanowanie dla życia i starości, miłość do bliźniego albo wiara w Boga. Dekalog oficjalny, który staje się dekalogiem prywatnym. Dziesięcioksięgiem przyzwoitości.

Telewizja (nie tylko polska) nigdy wcześniej nie mówiła o podobnych problemach w sposób tak przejmujący i artystycznie bezbłędny. W dziesięciu epizodach – tylu, ile jest przykazań – Kieślowski wyłożył sens praw ludzkich, które jakby przy okazji sąsiadują z prawami boskimi. Wspólne dla wszystkich tych sytuacji dramaturgicznych było uporczywe dobijanie się dobra. Ale tlące się w ludziach dobro zostało w filmie obwarowane mnóstwem fatalnych pokus, złych przyzwyczajeń, zatrutych emocji. Bo wszechogarniający banał zła – opisany od Heideggera po Lévinasa – jest przecież stale rosnącą amplitudą bezrefksyjnych społecznych nastrojów albo kondycji świata, w której brakuje refleksji metafizycznej. Tymczasem blokowisko z „Dekalogu” tylko pozornie jest światem bez Boga. Tajemnica losu jest przecież jedynym istotnym punktem odniesienia dla wielu jałowych starań bohaterów, ich beznadziejnych prób zrozumienia fenomenu miłości albo przekleństwa rozpaczy, a bijące bezinteresowną miłością serce ciotki, którą zagrała Maja Komorowska w pierwszym odcinku serialu, pokazuje, że Bóg to nie jest rytuał. Niejedno ma imię. To może być ta anonimowa dziewczyna, która w „Dekalogu III” w Wigilię jeździ na wrotkach po Dworcu Centralnym, albo smutna, ciężko chora pacjentka z „Dekalogu IX”, która śpiewem chce zagłuszyć prywatny, rozdzierający finał. Prawda wiary zawarta w „Dekalogu” jest bowiem przykazaniem miłości. Obowiązującym w życiu. I po śmierci. 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png