Poprzednia powieść Kazuo Ishiguro, „Nie opuszczaj mnie”, była antyutopią rozgrywającą się w alternatywnym świecie, w którym ludzkość hoduje klony na części zamienne. Po dekadzie brytyjski pisarz o japońskich korzeniach powraca z nową powieścią, znów odwołując się do motywów rodem z literatury popularnej – „Pogrzebany olbrzym” korzysta z repertuaru współczesnej fantasy.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Oto lądujemy gdzieś w Brytanii w epoce wczesnego średniowiecza. Dwójka starszych Brytów, Axl i Beatrice, wyrusza w podróż. Pragną odwiedzić syna mieszkającego w nieodległej wiosce. Problem w tym, że w istocie przechowali w pamięci jedynie rozrzucone okruchy przeszłości – nie wiedzą, gdzie szukać syna i co właściwie się z nim stało. Mgła zapomnienia unosi się zresztą nad całym terytorium, które przemierzają Axl i Beatrice: Brytowie i Saksoni żyją obok siebie, wyparłszy historię krwawej wojny. A za wszystko to odpowiedzialny jest oddech pewnej starej smoczycy, obłożony zaklęciem przez czarownika Merlina – dopóki smoczyca żyje, dopóty w Brytanii panuje amnezja. Koniec zgody narodów nadchodzi wraz z pojawieniem się w okolicy anioła zemsty: saksońskiego wojownika mającego wytropić i zgładzić magicznego gada.

Ishiguro to pisarz odważny – w innym wypadku nie zaangażowałby się w tak ryzykowny projekt literacki. Niemniej fantasy stanęło mu kością w gardle. „Pogrzebany olbrzym” ma piękne, liryczne fragmenty, ale jako całość rozczarowuje swoją koturnowością, sennym tempem, banalnymi alegoriami. Powieściom Martina czy Sapkowskiego – by wspomnieć jedynie tych wybitnych przedstawicieli gatunku – ta książka nie dorasta do pięt. Jeśli zaś czytać „Pogrzebanego olbrzyma” jako historię obyczajową, sprowadza się ona do próby odpowiedzi na pytanie, czy lepiej pamiętać i w cierpieniu mierzyć się z prawdą, czy może zapomnieć i pozostać szczęśliwym idiotą. To trochę za mało jak na zdobywcę Bookera. 

Pogrzebany olbrzym | Kazuo Ishiguro | przeł. Andrzej Szulc | Albatros 2015