„Po jaką cholerę w ogóle pisać o teatrze, jeśli nie po to, by pisać o życiu?” – pytał Konstanty Puzyna. Znakomity zbiór „Czasem coś żywego”, zawierający jego najważniejsze teksty, ma szansę wyrwać go z zaklętego kręgu znawców i włączyć w nurt literatury. Nareszcie
Kim był? Z racji profesji, aktywności i zamiłowań odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta. Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie spotkał się m.in. z Janem Błońskim, po studiach pracował jako kierownik literacki w kilku odległych od siebie miejscach. Najpierw w Bielsku, potem w trójmiejskim Wybrzeżu. Wreszcie w stolicy – w Teatrze Dramatycznym i Ateneum. Naznaczał mocno repertuary placówek, w których pracował.
Najwyraźniejsze było to w Dramatycznym, który był w owym czasie drugim warszawskim (obok Współczesnego Erwina Axera) oknem na teatralny świat. Grano tam m.in. sztuki Dürrenmatta i Brechta, Ionesco i Frya. Reżyserował zespół inscenizatorów z pierwszego szeregu, z Konradem Swinarskim i Ludwikiem René, Lidią Zamkow i Wandą Laskowską. To właśnie ona przygotowała w Dramatycznym prapremierę „Kartoteki” Różewicza, Halina Mikołajska wraz z Andrzejem Sadowskim pokazali „Iwonę, księżniczkę Burgunda” Gombrowicza z wielką rolą Barbary Krafftówny – oba te tytuły i wspomnienia ich premier będą powracać nieraz w pisaniu Puzyny o teatrze.