Literatura kryminalna lubi płatnych morderców – między autorami a czytelnikami kryminałów istnieje rodzaj niewyartykułowanego wprost porozumienia co do tego, że człowiek, który zarabia na życie jako egzekutor, ma w sobie więcej psychologicznej głębi niż byle rzezimieszek. To zwykle, przynajmniej jako postać literacka, inteligentny profesjonalista, a nie zboczeniec. Od razu nasuwają się pytania o motywację – dlaczego zabija? Skąd ma w sobie tyle wyrachowania i cynizmu? Dlaczego brak mu miłosierdzia? Jakie jest jego prawdziwe „ja”? Płatny morderca wydaje się interesujący, bo stanowi coś w rodzaju współczesnej personifikacji samej śmierci: nie sposób się przed nim uchronić, nie sposób też w pełni go zrozumieć.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jo Nesbo – również wybitny profesjonalista, choć w pisarskim fachu – postanowił zabawić się tym popkulturowym wizerunkiem zawodowego killera. W swojej krótkiej powieści „Krew na śniegu” (zważywszy na dotychczasowe dokonania Nesbo, można by tę książkę nazwać właściwie nowelą, bo liczy niecałe 200 stron) narratorem czyni niejakiego Olava, człowieka, który płatnym mordercą został głównie dlatego, że nie potrafi nic innego: jest niedojrzały, łatwowierny, skłonny do sentymentalnych wzruszeń, ma problemy ze skupieniem uwagi i nawiązywaniem kontaktów społecznych. To trochę tak, jakby Forrestowi Gumpowi wetknąć do ręki pistolet i kazać mu w dobrej wierze zabijać ludzi – zapewne świetnie dałby sobie radę. Olav ma jednak inne zmartwienie: jego szef, który dotąd rękoma podwładnego likwidował narkotykową konkurencję w Oslo (mamy lata 70., branża dopiero się rozkręca), tym razem zleca mu sprzątnięcie swojej własnej żony. Żona jest piękna – Olav się zakochuje. I od tego momentu nic już nie pójdzie tak, jak powinno.

W gruncie rzeczy „Krew na śniegu” to w sumie bardziej romans niż kryminał, choć Nesbo mimochodem zadaje pytanie o to, czy da się w ogóle odróżnić dobro od zła (odpowiedź: da się, dobro zawsze zostaje ukarane). Wielbiciele serii o Harrym Hole mogą się poczuć zawiedzeni – ta historia jest prosta, jednowątkowa, napisana celowo naiwnym językiem. Ale ma też w sobie siłę moralnej przypowieści.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

A czy da się odróżnić dobro od zła w świecie, w którym umoczeni są wszyscy bez wyjątku? „Zmowę” Stuarta Neville’a – kontynuację znakomitych „Duchów Belfastu” (wyd. pol. 2012) – warto czytać razem z opublikowanym niedawno reportażem Aleksandry Łojek „Belfast. 99 ścian pokoju” (Czarne), by zrozumieć osobliwą polityczną i społeczną sytuację Irlandii Północnej: ludzie, którzy przez dekady wzajemnie się zabijali za wyznanie, narodowość, akcent, żyją teraz tuż obok siebie. Żyją w tytułowej „zmowie”, dodaje Neville, kryjąc wzajemnie swoje zbrodnie i wspólnie robiąc mafijne interesy. Wspólnym problemem republikanów, lojalistów i brytyjskich służb specjalnych jest niejaki Gerry Fegan, były killer na żołdzie IRA, obecnie banita znający ich brudne tajemnice. Jego tropem podąża inny płatny zabójca, niejaki Podróżnik. Podróżnik jest bezlitosny, bo w gruncie rzeczy nie istnieje: swoją tożsamość zgubił wraz z kawałkiem mózgu na froncie bliżej nieokreślonej wojny, może w Iraku, może w Afganistanie, może w byłej Jugosławii.

Neville ma świetną rękę do portretowania postaci, pisze chłodno, zwięźle, soczyście, jego proza uderza klaustrofobicznym klimatem kraju podzielonego tysiącami niewidzialnych granic. Pewną słabością „Zmowy” jest to, że trzeba znać „Duchy Belfastu”, by się dobrze orientować w zawiłościach fabuły. Wypada ponadto zaznaczyć, że to również nie jest typowy kryminał: raczej powieść psychologiczna wykorzystująca instrumentarium thrillera.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

U Pierre’a Lemaitre’a w „Koronkowej robocie” nie ma żadnych płatnych killerów – są za to seryjny morderca, który upozowuje swoje brutalne zabójstwa na kształt scen ze słynnych kryminałów, oraz komisarz Camille Verhoeven, 145 centymetrów pasji i autorytetu, próbujący wraz z zespołem rozwikłać tajemnicę kolejnych quasi-literackich rzezi dokonywanych na młodych kobietach. Tak się osobliwie składa, że pierwszą część trylogii o Verhoevenie dostajemy na samym końcu – widać po tej książce, jak docierał się surowy styl Lemaitre’a: „Koronkowa robota” jest w porównaniu z kolejnymi powieściami z cyklu wręcz barokowo rozbuchana. Ale ma to swoje uzasadnienie w pewnym koncepcie, który w kulminacyjnym momencie wręcz rozsadza całą narrację. Konceptu – dość wyrafinowanego – oczywiście nie zdradzę, ale warto przygotować się na sporą niespodziankę. Tak czy owak, Lemaitre zmusza nas do wyjścia poza wąską perspektywę czytelnika zanurzonego w lekturze, skłania do metarefleksji na temat gatunku, który bez wątpienia estetyzuje zbrodnię i zbrodniarzy.

Krew na śniegu | Jo Nesbo | przeł. Iwona Zimnicka | Wydawnictwo Dolnośląskie 2015

Zmowa | Stuart Neville | przeł. Tomasz Konatkowski | W.A.B. 2015

Koronkowa robota | Pierre Lemaitre | przeł. Joanna Polachowska | Muza 2015