Amerykański rynek komiksowy wyróżnia się nie tylko swoją wielkością, lecz także specyfiką funkcjonowania czołowych wydawców, czyli DC Comics i Marvel Comics. W firmach tych właścicielami wszystkich historii i postaci są właśnie przedsiębiorstwa, a nie ich twórcy. Taki stan rzeczy ma wiele poważnych minusów, ale również i kilka plusów – przykładem tego ostatniego jest fakt, że taki Superman, Batman czy Spider-Man nie są uwiązani do pojedynczych artystów czy scenarzystów. Szeregi wydawnictw zasilają kolejne talenty, które potrafią tchnąć nowe życie w znanych herosów, mimo iż niektórzy z nich w komiksach pojawiają się od ponad siedemdziesięciu lat. Od czasu do czasu pojawi się jednak talent tak niezwykły, że jego wizja danego superbohatera na lata pozostanie tą kanoniczną. Kimś takim jest Alex Ross.

Ross to przede wszystkim rysownik, okazjonalnie również scenarzysta. Jest on artystą szczególnym, ponieważ ilustracje do komiksów maluje, najczęściej bazując do tego na wcześniej wykonanych zdjęciach – dzięki temu osiąga niesłychany poziom realizmu. Wadą wybranej przez niego techniki jest jej czasochłonność, przez co bibliografia Rossa, jak na ilustratora komiksów, jest skromna. Jednak każdy album, który wyszedł spod jego pędzla, to prawdziwe dzieło sztuki.

Sławę zyskał dzięki „Marvels”, gdzie cała historia komiksowego uniwersum Marvel Com ics, wszystkie przełomowe, znane czytelnikom wydarzenia, zostały opowiedziane z perspektywy zwykłych ludzi, a ich głównym świadkiem był pewien fotograf. Scenarzystą był Kurt Busiek, a Ross doskonale sprawdził się jako grafik, ponieważ jego charakterystyczny styl idealnie pasował do tonu opowieści. Otóż Alex Ross rysuje, jakby portretowanym superbohaterom stawiał pomniki. To przez ten realizm, to przez te niezwykłe pozy, w jakich ustawia herosów, to przez ten wzrok, bardzo często skupiony na jakimś odległym punkcie na horyzoncie, a także przez specyficzną paletę barw. Efekt jest taki, że każda strona z komiksu ilustrowanego przez tego twórcę mogłaby zostać użyta jako plakat czy okładka samego albumu.

Najbardziej znane jego dzieła to tworzone dla DC Comics historie „Kingdom Come – Przyjdź królestwo” oraz właśnie ukazująca się w Polsce „Sprawiedliwość”. W obu główne role odgrywa Amerykańska Liga Sprawiedliwości, czyli organizacja skupiająca superbohaterów takich jak Superman, Batman, Flash, Wonder Woman czy Zielona Latarnia; to ikony, największe legendy świata historii obrazkowych, ale i popkultury w ogóle. Alex Ross tymi albumami przeszedł do historii, ponieważ w swoich grafikach oddał tę legendarność i ikoniczność – z każdej narysowanej przez niego postaci biją niezwykłe emocje, każda ma wewnętrzną siłę.

Najlepszym przykładem jest tu rzecz jasna Superman, a więc pierwszy pośród herosów. W komiksach Rossa jeden rzut oka wystarczy, by zobaczyć tego bohatera w pełnej okazałości, nie tylko fizycznej – w kresce artysty udaje się zamknąć siłę, nieugiętość, spokój. Jest w tym trochę patosu, trzeba to przyznać, to tak jakbyśmy patrzyli na udane plakaty propagandowe, które mają jednak nieodparty urok; Ross rysuje ideały, niedoścignione wzory, postaci wyidealizowane pod każdym względem. Można odrzucić ten styl jako nazbyt pompatyczny, ale prawda jest taka, że jest on wyrazem zrozumienia dla esencji tych postaci. Superman wygląda jak chodzący monument? Dobrze – on ma sprawiać takie wrażenie.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ilustracje Alexa Rossa, co najlepiej widać chyba właśnie w „Sprawiedliwości”, przywracają historie o superbohaterach ich pierwotnemu charakterowi – tworzą współczesne mity, gdzie w sprawy ludzi mieszają się postacie wręcz boskie. To miła odmiana, bo – zwłaszcza w świecie filmu – obecnie stawia się na uczłowieczanie komiksowych postaci, tymczasem od czasu do czasu dobrze jest móc spojrzeć na nich jak na wielkich herosów i ujrzeć ideały, do których dążyć ma człowiek.