Znowu można pysznić się statystykami, mówić o przeszło milionie egzemplarzy sprzedanych jeszcze przed premierą, z dumą podawać wysokie noty wystawiane grze i u nas, i za oceanem. Można, a nawet należy, bo „Wiedźmin” to nasze dobro narodowe
Andrzej Sapkowski dobiegał czterdziestki, kiedy pod koniec 1986 roku jego pierwsze opowiadanie o Geralcie, a zarazem literacki debiut, ukazało się drukiem na łamach „Fantastyki”. Niedługi utwór zatytułowany po prostu „Wiedźmin” zajął wówczas trzecie miejsce w organizowanym przez magazyn konkursie. Niemal trzydzieści lat później na uniwersum białowłosego zabójcy potworów składają się już pięciotomowa saga, dwa zbiory opowiadań i jedna powieść osadzona niejako poza główną serią. Dorobek literacki Sapkowskiego stał się, cokolwiek niespodziewanie i bezprecedensowo, odskocznią dla popkulturowego fenomenu na skalę globalną. Ale drogi, którymi podążał Geralt, były kręte. Dzisiaj bowiem, o ile polski fan świata wykreowanego przez łódzkiego pisarza jest świadomy korzeni ulubionej postaci, tak na Zachodzie całe to polowanie na potwory kojarzy się niemal wyłącznie z grą wideo.
Trzeba bez zbytniej skromności przyznać, że „Dziki gon”, trzecia już odsłona gry o Geralcie, to najbardziej oczekiwana premiera roku. Producent od miesięcy dozował kolejne materiały, stopniowo uchylając rąbka tajemnicy z kokieterią godną hollywoodzkiego studia. Pierwsze recenzje napływające i z zagranicy, i z rodzimej prasy mówią jedno: cierpliwość się opłaciła. Niektóre serwisy poświęcone grom, zazwyczaj powściągliwe w wystawianiu najwyższych not, przyznały „Wiedźminowi” oceny maksymalne. Głosy krytyki jeszcze pewnie wybuchną, kiedy płyta wyląduje w komputerach i na konsolach większej rzeszy graczy, ale na razie są one nieśmiałe i ciche. Sukces – bo już wolno o nim mówić – „Dzikiego gonu” to także sukces polskiej popkultury, sukces o niespotykanym do tej pory zasięgu. Trudno jeszcze orzec, jakież to produkty towarzyszące pociągnie za sobą trzeci „Wiedźmin”, jak rozszerzy i rozciągnie całe uniwersum, ale zrobi to na pewno. Dwie pierwsze części zaowocowały chociażby wykupem licencji przez amerykańskie wydawnictwo komiksowe Dark Horse, które rozpoczęło publikację serii o Geralcie. Rok temu na rynku ukazała się także starannie przygotowana, nowoczesna gra planszowa. Szkopuł w tym, że oba produkty bazują na prozie Sapkowskiego jedynie pośrednio, inspirację, podstawę fabularną i gotowe projekty postaci czy świata przedstawionego czerpiąc prosto z gry. Sapkowski nawet w polskim wydaniu komiksu wymieniony jest jedynie drobnym druczkiem w stopce, a okładka informuje, że historię oparto na przeboju znanym z ekranu i monitora. Znak czasów?