Kiedy buduję bohatera, chcę, żeby operował prawdziwymi emocjami i namiętnościami, a jedyne, z czego mogę zaczerpnąć, to ja, moje emocje, moje przeżycia. Wtedy muszę być kobietą, starcem, dzieckiem – mówi Szczepan Twardoch.
Powiedział pan kiedyś, że każda pana powieść zaczyna się od szczegółowego researchu. Zanim stworzy pan historię, musi dokładnie odwzorować sobie klimat epoki, o której pisze. „Drach” rozgrywa się jednocześnie w kilku epokach. Tworząc go, posługiwał się pan tą samą metodą?
Rzeczywiście, kiedy pisałem „Wieczny Grunwald” czy „Morfinę”, musiałem najpierw wchłonąć bardzo wiele informacji, na przykład o Warszawie lat 30. lub życiu w średniowieczu. Liczyłem, że z różnych przyswojonych detali ulepi mi się jakiś obraz świata i że ten obraz do mnie przemówi. Z „Drachem” było inaczej, bo to wszystko miałem w głowie od zawsze. To są rzeczy, w których żyłem zanurzony, odkąd pamiętam. Nagromadziło się ich we mnie tak dużo i miały tak ogromny ciężar własny, że zrozumiałem, że muszę napisać tę książkę. Musiałem to z siebie wyrzucić, pozbyć się tego, zrzucić na barki innych, bo sam już nie byłem w stanie tego unieść. Czułem, że z rzeczy prywatnej powinienem zrobić rzecz publiczną. I tak się stało.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.