Autopromocja

Uzależnienie od Toma Waitsa to piękna choroba

Tom Waits w filmie "7 psychopatów"
Tom Waits w filmie "7 psychopatów"Media / Chuck Zlotnick, Best Film
7 grudnia 2014

Najwspanialsze u Toma Waitsa jest to, że absolutnie nie jest tym, za kogo się podaje. Mimo to pozwala nam upajać się swym wizerunkiem. „The greatest entertainer on Planet Earth” kończy 65 lat

Na Waitsa patrzę od mniej więcej półtorej dekady w podobny sposób. Jak na kogoś, kto jest, a jego kolejne płyty trafiają na moją półkę. Do jednych wracam częściej, do innych rzadziej. Wiem jednak, że zawsze mogę je odtworzyć. Są tacy artyści, których istnienie poprawia twój osobisty los. Skoro są, to i tobie jest łatwiej. Możesz obejrzeć po raz osiemnasty „Pieskie popołudnie” z Alem Pacino albo pierwszego „Ojca chrzestnego”. Możesz czekać, aż twój syn będzie na tyle świadomy, że obejrzycie je razem, nastąpi coś na kształt symbolicznego przekazania pałeczki.

Z Tomem Waitsem jest tak samo. Słuchanie Toma Waitsa, najchętniej przy wtórze złocistego trunku, poprawia krążenie, ma więc wymiar zwyczajnie zdrowotny. Tom Waits za każdym razem uświadamia, że jest jedyny i niepowtarzalny. Można być bardem w jego stylu, francuskim Waitsem jak (skądinąd bardzo przeze mnie lubiany) Arthur H., można być Chuckiem Weissem, którego ostatni album wraz Johnnym Deppem Tom produkował. Wszystko można, ma to swoją siłę i wdzięk. Tyle że od i do Toma Waitsa daleko. Przed premierą „Fortepianu pijanego”, wyreżyserowanego w Teatrze Narodowym przez Marcina Przybylskiego całkiem niedawno temu, powiedziałem do Jana Englerta, że Waits to jeden z najważniejszych artystów bez podziału na kategorie. Dyrektor Englert zgodził się od razu, a potem zobaczyliśmy świetne przedstawienie. Może i dałoby się powiedzieć, że autor „Alice” to najpierw wokalista, kompozytor i muzyk. No dobrze, ale jest przecież także poetą, aktorem, showmanem, twórcą muzyki filmowej i jej producentem. Wszystko to jednak małe ma znaczenie, skoro i tak wszystkie te artystyczne powołania i profesje w Waitsie stapiają się w jedno, tak że nie widać szwów i ściegów. Budują osobowość outsidera, który najbardziej konsekwentnie zbudował własny mit. I podtrzymuje go bez trudu, choć wiadomo, że dziś to już tylko kreacja. Inna rzecz, że kreacja w każdym calu doskonała.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.