Autopromocja

„Unrepentant Geraldines” - rozterki dojrzałej kobiety i matki

„Unrepentant Geraldines”
„Unrepentant Geraldines”Media
27 maja 2014

Subtelna i wyciszona jest na swojej nowej płycie Tori Amos. W tekstach jak zwykle rozbrajająco szczera.

W ostatnich latach Tori Amos sprawiała wrażenie, jakby nie do końca potrafiła odnaleźć się na współczesnym rynku. Odchodziła od swoich ascetycznych, przejmujących, pełnych emocji protest songów na rzecz nie do końca udanych projektów. Interpretowała kolędy („Midwinter Graces”), dla Deutsche Grammophone oddała hołd klasycznym twórcom jak Bach, Chopin, Debussy czy Schubert („Night of Hunters”), wreszcie sięgnęła po swoje przeboje i nagrała je z udziałem Metropole Orchestra pod dyrekcją Julesa Buckleya („Gold Dust”). Swoim czternastym krążkiem „Unrepentant Geraldines” rudowłosa Amerykanka nawiązuje do wcześniejszych dokonań, tych, dzięki którym dokonała wyłomu w kobiecym śpiewaniu w latach 90. Trzęsienie ziemi Amos wywołała w 1992 roku swoim debiutanckim krążkiem „Little Earthquakes”. W sinlgowym „Me and a Gun” zdradziła, że padła ofiarą gwałtu. Na tym i kolejnych krążkach nie unikała nie tylko tematów związanych z przemocą, seksem, ale też religią i polityką. Potrafiła być przy tym rozbrajająco szczera, bo jak sama przyznała: „Gdybym miała już nigdy nie doświadczyć fizycznej relacji z mężczyzną, byłabym seksualnie usatysfakcjonowana tylko grając”. Na „Unrepentant Geraldines” ta szczerość w towarzystwie stonowanych dźwięków pianina, organów Hammonda albo gitar stała się ponownie jej atutem.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.