Gdy Ralph Fiennes już zdecydował się na reżyserski debiut, postanowił działać ambitnie i zarazem bezpiecznie. Ambitnie, bo wybrał mniej popularny dramat Szekspira (w kinie dotąd nierealizowany, w telewizji zaledwie parę razy).

Bezpiecznie, bo Szekspir, na dodatek przeniesiony we współczesne realia i z doborową obsadą, to samograj. Plan był więc doskonały, jego realizacja udała się jednak połowicznie. Fiennes potraktował dzieło Stradfordczyka jako doskonały materiał publicystyczny. Historię Koriolana, który próbuje zdobyć władzę absolutną w Rzymie, a wypędzony przez pobratymców zawiązuje przeciwko nim sojusz z najgorszym wrogiem, można bez problemu osadzić w każdych realiach. Fiennes swój film kręcił w Serbii i właściwie nie musiał dopisywać do niego innych kontekstów: pamięć o wojnie na Bałkanach jest przecież wciąż świeża. Brytyjczyk wiernie trzyma się szekspirowskiej frazy, ale wszystko wokoło jest nowoczesne: armia, czołgi, parlamentarne obrady, dyskusje w telewizji.

Film