„Druga kobieta” według filmu Johna Cassavetesa to najbardziej osobiste przedstawienie Grzegorza Jarzyny. Gorzka opowieść o schyłku młodości i oszustwie teatru z wielką rolą Danuty Stenki.
Teatr Grzegorza Jarzyny nie zmienił się ani dziś, ani wczoraj. O tym, że niedawny buntownik przechodzi na stronę klasyków, pisano przecież już przy okazji spektaklu „T.E.O.R.E.M.A.T.” według Piera Paola Pasoliniego, w którym najmocniej do tej pory stawiał pytanie o istnienie Boga i jego obecność w świecie. Po „Między nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej, kiedy rozpinał w swoim teatrze międzypokoleniową więź między Danutą Szaflarską a Aleksandrą Popławską, przypięto i jemu, i autorce tekstu łatki konserwatystów. Obie premiery, zrealizowane w tym samym TR Warszawa, dzieliły niespełna dwa miesiące. Po nich stało się jasne, że cudowne dziecko polskiej reżyserii, podpalające lont pod „Ślubami panieńskimi” poczciwego Fredry, już raczej nie powróci. Nie wszystkim było to w smak. Szybko pojawiły się zarzuty, że Jarzyna zgrzeczniał, zgłosił akces do głównego nurtu, przeprosił się z tradycyjnymi konwencjami. Jakby tak trudno było się pogodzić, że artysta ma prawo do wewnętrznej zmiany i do modyfikacji języka teatralnych wypowiedzi. Że nie chce zamykać się w szufladzie buntownika, ale szuka nowego siebie w nowym czasie. Łatwiej go było mieć na widelcu jako wiecznego wichrzyciela.
Zawsze imponował mi Grzegorz Jarzyna inscenizacyjną sprawnością, zawsze widziałem w nim najpierw reżysera wytrawnie żonglującego przeciwstawnymi często scenicznymi stylami. „Bzik tropikalny” był rzeczywiście objawieniem. „Niezidentyfikowane szczątki ludzkie” rozgłos wokół młodego twórcy utrwaliły. „Iwona, księżniczka Burgunda” ze zjawiskową Magdaleną Cielecką w roli tytułowej stanowiła udaną na ów czas próbę dotknięcia teatralnej metafizyki. Ale Jarzyna zamknął się w swoim wizerunku artysty trendsettera, kolejne spektakle z aplauzem przyjmowane przez zastępy tak zwanych krytyków towarzyszących jedynie powielały zastosowane już chwyty. Poza tym pracował szybko, rzucając się na gigantyczne wyzwania. Klęską okazały się adaptacje „Doktora Faustusa” Tomasza Manna oraz „Idioty” Fiodora Dostojewskiego. Powiew świeżości i anarchistycznej rebelii przyniósł powrót do dramatu współczesnego – „Zaryzykuj wszystko” Welsha wystawione w akwarium dawnego baru chińskiego na Dworcu Centralnym w ramach projektu Teren Warszawa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.