Autopromocja

"Kanon graficzny": Ilustrowane bryki

Kanon graficzny, tom 1. Od „Gilgamesza” do „Tybetańskiej księgi umarłych”
Kanon graficzny, tom 1. Od „Gilgamesza” do „Tybetańskiej księgi umarłych” Media
17 kwietnia 2014

Zredagowany przez Russa Kicka „Kanon graficzny” to ambitne przedsięwzięcie, ale nie służy ani komiksowi, ani literaturze.

Pomysł dojrzewał przez parę lat, z pojedynczej antologii rozrósł się do trzech opasłych woluminów (wydany w Polsce album to zaledwie połowa pierwszego tomu wydania amerykańskiego). Idea niezbyt skomplikowana: „Kanon graficzny” to zbiór komiksowych adaptacji największych dzieł w historii literatury. Od Biblii i eposów homeryckich po Umberto Eco, Raymonda Carvera i Davida Fostera Wallace’a. Całe spektrum komiksowych technik i plejada artystów z całego świata. Niektóre komiksy powstały specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa, inne są przedrukami. Efekt – jak zwykle w przypadku takich antologii bywa – okazał się bardzo nierówny.

Obie dziedziny, tak sobie bliskie, rządzą się innymi prawami. Literatura przełożona na język komiksu zbyt często staje się banalnym brykiem, a w najlepszym razie barwną ilustracją. Takich przykładów w „Kanonie graficznym” nie brakuje: przeciętnie zilustrowane, pozbawione błysku wypisy z dzieł klasyków. Najlepiej wypadły te historie, które literackie arcydzieło potraktowały jako punkt wyjścia do graficznej wariacji na jego temat. Piękne są ilustracje południowokoreańskiej artystki Yeji Yun do „Uczty” Platona, „Księga Estery” jest popisem graficznej maestrii J.T. Waldmana, podobnie jak wyjęte z „Mahabharaty” „Domy z szelaku” w interpretacji Matta Wiegle’a. Kanadyjska rysowniczka i scenarzystka Vicki Nerino zamieniła „Kobietę o dwóch piczkach” z „Księgi tysiąca i jednej nocy” w małą perłę surrealistycznego humoru. Świetnie wypadł też „Beowulf” przerobiony przez Garetha Hindsa na emocjonującą opowieść bez słów (to zaledwie fragment większej całości, którą bez wątpienia warto poznać). Zachwyca pięknie narysowana i subtelna wersja indiańskiej legendy o kojocie i gwiazdach. Swoich zwolenników znajdzie też z pewnością otwierająca album opowieść o Gilgameszu utrzymana w groteskowej stylistyce amerykańskiego komiksu undergroundowego. Reszta nie wybija się ponad przeciętność. A szkoda, bo była szansa na więcej, choćby w przypadku „Lizystraty” – scenarzystka i rysowniczka Tania Schrag sama przełożyła komedię Arystofanesa, przywracając jej skrzętnie ukrywany w oficjalnych tłumaczeniach sprośny charakter. Niestety nadała jej jednocześnie banalną oprawę graficzną.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png