Autopromocja

"Lśniące dziewczyny": Krwawe dekady

"Lśniące dziewczyny"
"Lśniące dziewczyny"Media
1 kwietnia 2014

„Lśniące dziewczyny” Lauren Beukes, brutalny thriller z elementami fantastyki, to, niestety, ambitna porażka. Dobrze, ale za dużo – jak mawiano przed wojną.

Postmodernizm zmarł śmiercią naturalną w momencie, w którym przestał być awangardą, a stał się mainstreamem. Dziś każdy początkujący literat wie, że jedną z dróg do sukcesu jest mieszanie konwencji i gatunków czy montaż elementów kultury niskiej i wysokiej. Czasami to się udaje, czasami nie, w każdym razie nikt już nie uważa podobnych praktyk za nowatorskie. Wręcz przeciwnie, od pewnego czasu renesans, przynajmniej w świecie anglojęzycznym, przeżywa epicka powieść realistyczna.

Lauren Beukes, prozaiczka, scenarzystka i dziennikarka z RPA, zadebiutowała u nas przed dwoma laty książką „Zoo City” – to była ciekawa rzecz, napisana z werwą historia z południowoafrykańskich slumsów, łącząca fantastykę z kryminałem, oddająca brudną, postpunkową, postetniczną specyfikę tamtejszej popkultury.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png