Miłośnik Judy Garland i opery Rufus Wainwright podsumowuje swoją karierę krążkiem z największymi przebojami.
Jeśli mówimy o współczesnych twórcach, to nie przychodzi mi obecnie na myśl lepszy songwriter niż Rufus Wainwright – stwierdzenie Neila Tennanta z Pet Shop Boys sprzed kilku lat o amerykańskim wokaliście i multiinstrumentaliście wciąż jest aktualne. Dowodem najnowsza płyta Rufusa Wainwrighta, zbierającego jego przeboje, „Vibrate”. Najstarsze piosenki na tym krążku pochodzą z debiutu muzyka, z płyty „Rufus Wainwright” z 1998 r. Nie sprzedawała się szczególnie dobrze, ale muzyk dostał za nią dobre recenzje, a magazyn „Rolling Stone” nazwał go nawet najlepszy nowym artystą tamtego roku. „Rufus Wainwright” był jednak tylko debiutem płytowym, bo Rufus zaczął muzykować dużo wcześniej. Jego rodzice byli folkowymi muzykami. Wainwright usiadł przy fortepianie pierwszy raz, jeszcze zanim poszedł do nowojorskiego odpowiednika naszej podstawówki. Już jako nastolatek grał koncerty. Wraz z siostrą, mamą i ciocią współtworzył zespół The McGarrigle Sisters – od nazwiska panieńskiego jego mamy. Szybko zainteresował się operą, podziwiał Édith Piaf i Judy Garland. Bardzo szybko też wszedł w konflikt z rodzicami z powodu swojej orientacji seksualnej. Jak przyznał w niedawnym wywiadzie dla T-mobile-music.pl: „Rodzice nie potrafili rozmawiać ze mną o mojej orientacji. Mama była przerażona myślą, że zachoruję na AIDS”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.