Czego słuchać po roku spędzonym z „Random Access Memories” Daft Punk? Spróbujcie z „Love Letters” Metronomy – to muzyka wcale nie mniej stylowa i przebojowa.

Czy jest dzisiaj jakiś zespół, który nagrał co najmniej pięć albumów i nadal robi coś ciekawego? Chyba nie znam takiego, ale nie ma się czego wstydzić. Każdy artysta dochodzi do takiego momentu, że po prostu nie jest w stanie nic więcej z siebie wykrzesać” – mówi Joseph Mount, lider Metronomy. „Kiedy zabieram się do płyty, mam świadomość, że to może być moja ostatnia rzecz. Jednak jak na razie zawsze pojawia się pomysł, który zapala mnie do pracy. Dopóki tak będzie, Metronomy będzie istniało”.

Poprzedni album, wydany trzy lata temu „The English Riviera”, przyniósł grupie nominację do prestiżowej nagrody Mercury, zapewnił miejsce wśród headlinerów na najważniejszych europejskich festiwalach, m.in. Glastonbury, Melt!, Sonar, oraz rolę supportu przed Coldplay na trasie po Ameryce. Po tym sukcesie cel był jeden: zrobić czwarty album na bogato! „Mówię do taty, że mam szalony pomysł na płytę za kupę kasy, żeby trwała ponad dwie godziny i... może nie tyle nudziła ludzi, ile sprawiała, by mówili: »O co do cholery chodzi?«” – wspomina Joseph Mount. „A tata spytał, czy nie lepiej byłoby wywołać takie wrażenie w krótszym czasie. Najpierw mnie zdenerwował, ale potem przemyślałem. W końcu zdecydowałem się na płytę 45-minutową, która zabiera cię w podróż, jakiej byś się nie spodziewał. Tata miał rację, to robi większe wrażenie i ma większą wartość niż podwójny album na siłę z masą wypełniaczy”.