„Nieznajomy nad jeziorem” wygląda jak czarny kryminał przemalowany na tęczowe barwy. Reżyserska fantazja na temat wąsatego homme fatale godzi ze sobą znacznie więcej paradoksów.
Alain Guiraudie to taki Iwaszkiewicz z wibratorem, który przygląda się szamotaninie Erosa i Tanatosa z mieszaniną ekstazy i rozbawienia. Francuski twórca uwodzi i porzuca kolejne konwencje, by – gdzieś między gejowskim pornosem a zmysłowym melodramatem – znaleźć miejsce dla autorskiej wrażliwości. Na całe szczęście ani przez moment nie zapomina także o komforcie widza. Choć przez cały czas trzyma go na dystans, potrafi nadać tej perspektywie posmak atrakcyjności.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.