„Wykapany ojciec”, remake kanadyjskiego komediodramatu sprzed trzech lat (reżyser był zresztą ten sam: Ken Scott), to historia trzydziestoparoletniego Davida Wozniaka, który w młodości był zaskakująco hojnym dawcą nasienia, a po latach dowiedział się, że jest biologicznym ojcem 533 dzieci.

Jeśli dodamy, że rolę nieszczęśnika, który musi zmierzyć się tym faktem, gra Vince Vaughn, to właściwie można sobie wyobrazić, jaki to film. Niespodzianki nie będzie, choć seans to mimo wszystko bezbolesny: ryzykownych i niesmacznych żartów raczej mało, wygłupów również, nawet Vaughn nie szarżuje tak, jak nas do tego przyzwyczaił. To raczej dość stonowana i niezbyt skomplikowana historia dorastania do ojcostwa i odpowiedzialnego życia.

Frywolny punkt wyjścia zmienia się w stateczną i w gruncie rzeczy obyczajowo bardzo konserwatywną opowieść, kolejny hollywoodzki pean na cześć rodziny i miłości. Główny bohater filmu jest z pochodzenia Polakiem, ale nie spodziewajcie się „polish jokes” i plakatów z papieżem na ścianie mieszkania Wozniaków. Dla nas znaczenie ma to jedynie takie, że rolę jego ojca zagrał Andrzej Blumenfeld, najjaśniejszy aktorski punkt filmu Scotta.

Wykapany ojciec | USA 2013 | reżyseria: Ken Scott | dystrybucja: Monolith | czas: 104 min | Recenzja: Jakub Demiańczuk | Ocena: 3 / 6