Autopromocja

"Demony da Vinci" DVD - recenzja

"Demony da Vinci"
"Demony da Vinci"Media
23 stycznia 2014

Leonardo da Vinci jak Sherlock Holmes? Niezupełnie, ale wystarczająco blisko, by nie oprzeć się pokusie zestawienia nowoczesnych serialowych interpretacji obu postaci.

Chociaż twórcy serialu o włoskim geniuszu epoki renesansu musieli zadbać choćby o pretekstową akuratność faktograficzną – oczywiście mocno fantazjując; da Vinci spotyka tu m.in. Draculę – nie związało im to rąk. Ich Leonardo przypomina kolejne wcielenie detektywa z Baker Street, choć Tomowi Rileyowi brak charyzmy Benedicta Cumberbatcha. Serialowy da Vinci jest jeszcze targanym namiętnościami dwudziestokilkuletnim młodzikiem, którego trawi gorączka tworzenia. Całymi dniami buduje różne cuda, które znamy z podręczników i książek – już w pierwszym odcinku dzięki jego wynalazkowi człowiek wzbija się w powietrze – wykorzystując je przy rozwiązywaniu problemów swoich oraz istotnych postaci z kart historii. Przy tym Leonardo – niespokojny duch wplątany jest w polityczne i miłosne intrygi, w które pakuje się z niesłychaną częstotliwością. Motorem napędowym wydanego u nas niedawno serialu jest nazwisko Davida S. Goyera, scenarzysty i reżysera znanego głównie z filmów nakręconych na podstawie popularnych komiksów. „Demony da Vinci”, jak często inne jego dzieła, cierpią na narracyjną czkawkę. Serialowi, mimo potencjału, brakuje niestety wyrazistości, choć może zmieni się to w zapowiedzianym już drugim sezonie, w którym Leonardo ma śmigać po kontynencie amerykańskim niczym Indiana Jones.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png