„Kapłan diabła”, zbiór tekstów rozproszonych Richarda Dawkinsa, jest może nieco chaotyczny, ale na pewno nie jest nudny. Bo Dawkins nigdy nie bywa nudny.
Kiedy wiosną 2007 roku wyszedł po polsku „Bóg urojony” Richarda Dawkinsa, najgłośniejszy ateistyczny manifest współczesności, przeszedł u nas w dużej mierze niezauważony – nie mieścił się bowiem jeszcze w politycznej i społecznej narracji. Wtedy była to ekstrawagancja jakiegoś postrzelonego Anglika. Minęło zaledwie sześć lat z niewielkim hakiem i sytuacja jest już zgoła odmienna: gdyby „Bóg urojony” ukazał się dziś, wybuchłaby zapewne gigantyczna awantura – a to dlatego, że znaleźliśmy się w samym epicentrum wojny kulturowej. Z jednej strony ludzie masowo odchodzą od religii, przyznanie się do ateizmu przestaje być rodzajem wstydliwego coming outu, a Kościół katolicki ma, delikatnie rzecz ujmując, wyjątkowo złą prasę. Z drugiej zaś można zaobserwować równie potężną mobilizację po stronie religijnych konserwatystów, czego wyrazem jest choćby nagonka na homoseksualizm czy „gender” (piszę to celowo w cudzysłowie, jako że demonizm owego „gender” nie ma nic wspólnego z rzeczywistą materią badań nad kulturowym aspektem płci). W sumie więc szkoda, że manifest Dawkinsa wydano – naturalnie bez złych intencji – przedwcześnie, bo afera o Dawkinsa bardzo by się nam teraz przydała. Wreszcie byłoby się o co kłócić.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.