Autopromocja

Moja krótka historia "Stephen Hawking" - recenzja

Moja krótka historia "Stephen Hawking"
Moja krótka historia "Stephen Hawking"Media
11 lutego 2014

Autobiografia Stephena Hawkinga jest raczej świadectwem jego inteligencji i poczucia humoru niż kroniką życia i pracy.

Larry Flynt ma rację!”, krzyknął w jednym z epizodów „Simpsonów” Homer po wysłuchaniu celnej tyrady Stephena Hawkinga, który akurat odwiedził Springfield. Wybitny naukowiec nie tylko nie poczuł się dotknięty porównaniem do założyciela „Hustlera” – do dziś wspomina udział w popularnym serialu jako jedno z najciekawszych doświadczeń niezwiązanych z nauką. „Śmigło bardzo by się przydało”, stwierdził, opisując swój podrasowany na potrzeby serialu wózek inwalidzki. Stephen Hawking jest nie tylko jednym z najwybitniejszych umysłów współczesnego świata, lecz także ikoną popkultury, być może pierwszym od czasów Einsteina naukowcem, który tak bardzo zawładnął masową wyobraźnią (co niestety nie oznacza, że jest masowo czytany i rozumiany). „Moja krótka historia” nie powtórzy sukcesu najpopularniejszej książki Hawkinga, czyli „Krótkiej historii czasu” (ponad dziesięć milionów sprzedanych egzemplarzy!), ale uwagę czytelników przyciągnie z pewnością. Brytyjski naukowiec to postać barwna, powszechnie rozpoznawalna („Oczywiście wyróżniam się z tłumu, niekoniecznie swoją wybitnością”, pisze), równie powszechnie ceniona. Jego nietypowe zakłady są w świecie nauki dobrze znane: po przegraniu jednego z nich, dotyczącego dowodu na istnienie czarnych dziur, Hawking musiał zafundować amerykańskiemu fizykowi Kipowi Thorne’owi roczną prenumeratę magazynu „Penthouse” („ku wielkiemu niezadowoleniu jego żony”).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.