Autopromocja

Dan Brown "Inferno" - recenzja

Dan Brown "Inferno"
Dan Brown "Inferno"Media
18 października 2013

Naiwnością z mojej strony było oczekiwanie, że kolejna powieść o Robercie Langdonie będzie nieco lepsza niż poprzednie. Cóż, krótko mówiąc, nie jest. Wielbiciele „Kodu da Vinci” raczej nie będą rozczarowani, ale kto wcześniej nie polubił prozy Dana Browna, tego „Inferno” tym bardziej nie przekona.

 Początek jest nawet obiecujący: Langdon budzi się w szpitalu we Florencji, ale nie pamięta niczego z ostatnich kilku dni. Nie wie, jak znalazł się we Włoszech, dlaczego pod podszewkę marynarki ma wszyty tajemniczy pojemnik na substancje toksyczne i przede wszystkim dlaczego jego tropem podążają płatni zabójcy. Potem jednak zaczyna się robić coraz bardziej absurdalnie. Z pomocą inteligentnej i pięknej (a jakże) doktor Sienny Brooks uchodzi cało z pułapki zastawionej w szpitalu i odkrywa tajemne przesłanie, które mówi ni mniej, ni więcej, że ludzkości grozi zagłada.

Wybitny naukowiec Bertrand Zobrist, zwolennik transhumanizmu (czyli genetycznego ulepszania ludzi), chce za pomocą wirusa zlikwidować większą część ludzkości, by przeludnienie nie doprowadziło do zagłady Ziemi. Oczywiście tylko Langdon może powstrzymać katastrofę, ale by to zrobić – i odnaleźć miejsce ukrycia śmiertelnego wirusa – będzie musiał rozszyfrować zagadki inspirowane „Piekłem” Dantego. „Inferno” – podobnie jak poprzednie powieści Dana Browna – cierpi na swoiste rozdwojenie jaźni. Z jednej strony fabuła jest tak poprowadzona, by zrozumiał ją najmniej wymagający czytelnik (nawet jeśli obfituje w liczne zwroty akcji, to są one dokładnie objaśnione). Z drugiej – Brown faszeruje swoją prozę niezbyt pasjonującymi historycznymi i architektonicznymi detalami, jakby koniecznie chciał przypodobać się czytelnikom wymagającym od literatury nieco więcej niż gonitw, strzelanin i globalnych spisków. Ale złotego środka – choć od dawna próbuje – znaleźć mu się nie udało. „Inferno” nie jest ani inteligentne, ani pasjonujące. A lekturze towarzyszy narastające poczucie zmarnowanego czasu.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png