Te opowiadania ukazują się po polsku po raz pierwszy. Dla tych, którzy znają tylko powieści Bolaño, a chcą znać jego pisarstwo naprawdę, to rzecz obowiązkowa.

Właśnie w tych tekstach nieustannie uwodzą: humor autora przeplatany ze smutkiem, żalem, tęsknotą, fantastyczna wyobraźnia oraz odwaga budowania historii i zdań. W jednym z tekstów ze zbioru felietonów „Entre parentesis” Bolaño pisze: „Autor opowiadań musi być odważny. To smutna świadomość, ale taka jest prawda”. Następnie potencjalnym twórcom krótkich form poleca czytanie Borgesa, Rulfo, Cortázara. Po czym stwierdza: „Najszczerszą prawdą jest jednak, że Edgar Allan Poe wystarczy za każdy inny wzór. Weźcie to pod uwagę. Nie jest za późno. Jeśli to możliwe: na kolanach”. Wyobraźcie sobie pomieszanie stylów wspomnianych autorów oraz perfekcji, jaką osiągnęli w tych stylach – takie mniej więcej wrażenie daje czytanie „Dziwek morderczyń”. Pojawiają się tu światy i postaci, które możecie znać z „Dzikich detektywów” albo „2666”. Jest Arturo Belano, są emigranci z Meksyku i Chile. Są homoseksualiści, pedofile, aktorki porno, a nawet wielbiciel nekrofilii, realizujący swoje zainteresowania.

Pojawia się fascynacja surrealistami, poetami chilijskimi i Alejandrem Jodorowskim. Niemal każdy z bohaterów ma zresztą wyobraźnię wielkiego twórcy, a w przypadku większości można się domyślać albo wiadomo, że obsesyjnie czytają. Głos opowiadającego w każdym z tych tekstów jest inny, a jednocześnie zawsze pełen dystansu, ironii, często zdumienia. W „Karnecie Balowym” Bolaño w taki właśnie sposób opowiada o próbie zrozumienia wierszy Pabla Nerudy. Najpierw: „Cóż za stek sprzeczności”. A w końcu: „Kiedy nasze nazwiska nic nie będą znaczyć, jego imię błyszczeć będzie nadal, będzie unosić się nad wyimaginowaną literaturą zwaną »literaturą chilijską «”. Tymczasem to o Bolaño dziś, 10 lat po jego śmierci, tak właśnie mówią krytycy podczas licznych sesji naukowych. Ale wystarczy go czytać, żeby wiedzieć, jak bardzo błyszczy ponad całą masą literatury.