Australijczyk Peter Temple, dziennikarz i wykładowca akademicki, wziął się do pisania kryminałów późno, tuż przed pięćdziesiątymi urodzinami. Może dlatego w „Duchach przeszłości” (oryg. wyd. 1996), jego pierwszej powieści, nie sposób dojrzeć jakichkolwiek typowych dla debiutu błędów i niedoróbek, a wręcz przeciwnie – wszystko jest tu dopięte na ostatni guzik, zaprawione gorzką wizją świata i dyskretnym, acz mrocznym poczuciem humoru.

Temple zaciągnął dług u Raymonda Chandlera, Dashiella Hammetta i Jamesa Ellroya – bardziej nawet u tych dwóch ostatnich – ale spłacił go w całości, pisząc świetną książkę, która broni się i jako kryminał, i jako smakowita powieść obyczajowa z brudną polityką w tle. Oto Jack Irish, szemrany prawnik z Melbourne, okazjonalny poborca zaległych długów (stąd oryginalny tytuł powieści: „Bad Debts”), kibic i hazardzista. Po tragicznej śmierci żony Irish wprawdzie wygrzebuje się z psychicznego – i alkoholowego – dołka, ale odpuszcza sobie normalne życie, wegetując od zlecenia do zlecenia. Jednak kiedy jeden z jego byłych klientów, niejaki Danny McKillop, zostawia mu tajemniczą wiadomość, prawnik budzi się z letargu.

Przed laty nie umiał wybronić tego człowieka, oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku, od kary długoletniego więzienia, teraz więc odczuwa coś w rodzaju wyrzutów sumienia. Tyle że w parę dni później McKillop ginie nagle od policyjnych kul – stróżowie prawa twierdzą, że strzelali w samoobronie, ale sprawa jest mocno wątpliwa. Irish rozpoczyna prywatne śledztwo, które doprowadzi go dalej, niż ktokolwiek mógł podejrzewać. Australia w tej powieści nie jest rajem dla długowłosych surferów – jeśli w ogóle, to raczej arkadią pełną skorumpowanych gliniarzy, dwulicowych działaczy i bezwzględnych deweloperów. Wymarzony świat dla twórcy kryminałów? Raczej tak, skoro Temple za swoje powieści tyle razy dostał nagrodę Neda Kelly’ego dla najlepszego australijskiego kryminału, że ostatnio poprosił o wycofanie kolejnej nominacji, by zrobić miejsce dla młodszych pisarzy.