Reżyser „Uciekiniera” Jeff Nichols jest fanem książek Marka Twaina. To widać na ekranie. Ale jego naiwna opowieść o dojrzewaniu potrafi przekonać prostotą
To krajobraz, który bardzo dobrze znamy: południowe Stany, podłe speluny, surowe, prowizoryczne domostwa, dzika przyroda wokół rzeki Mississippi. W tej rzeczywistości granica między światem męskim a kobiecym jest bardzo wyraźna, a kanon zachowań ściśle ustalony. Jeśli dwaj nastoletni bohaterowie przywiodą nam na myśl nieśmiertelnych Tomka Sawyera i Hucka Finna, oznacza to, że intencje reżysera odczytaliśmy bez pudła. Twórca „Uciekiniera” Jeff Nichols jest zagorzałym wyznawcą twórczości Marka Twaina, a powieści amerykańskiego klasyka stały się podobno lekturą obowiązkową na planie. Rzeczywiście jest w „Uciekinierze” sporo z atmosfery powieści przygodowych, których akcja z równym powodzeniem mogłaby toczyć się dzisiaj co sto lat temu. „Uciekinier” to opowieść o dojrzewaniu i chłopięcych ideałach, które z upływem czasu ulegają weryfikacji.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.