statystyki

Moda w okupowanej Polsce. Czy w obliczu śmierci wypada się stroić? [WYWIAD]

autor: Marta Kawczyńska07.08.2020, 09:49; Aktualizacja: 08.08.2020, 12:11
Joanna Mruk, autorka książki „Moda kobieca w okupowanej Polsce”. Publikuje artykuły dotyczące mody i historii, prowadzi wykłady i prezentacje dotyczące historii mody i ubioru oraz warsztaty dla dzieci i młodzieży. Kolekcjonerka zabytkowych strojów i dodatków. Założycielka i prezeska Stowarzyszenia Grupa Rekonstrukcji Historycznej Bluszcz

fot. mat. prasowe

Joanna Mruk, autorka książki „Moda kobieca w okupowanej Polsce”. Publikuje artykuły dotyczące mody i historii, prowadzi wykłady i prezentacje dotyczące historii mody i ubioru oraz warsztaty dla dzieci i młodzieży. Kolekcjonerka zabytkowych strojów i dodatków. Założycielka i prezeska Stowarzyszenia Grupa Rekonstrukcji Historycznej Bluszcz fot. mat. prasoweźródło: DGP

Tylko w pierwszym roku wojny na ulicach nie było widać kolorowych strojów i kapeluszy. Ale z czasem wszystko wracało do normalności na tyle, na ile było to możliwe.

Łapanki, wywózki na roboty, egzekucje. Wojna. Czy w takich czasach myślano o tym, by wyglądać elegancko, zastanawiano się, co ma się na sobie?

Z naszej perspektywy wydaje się to absurdalne – ale tak. Moda była wówczas niezmiernie ważna. We wstępie do książki zamieszczam cytat ze wspomnień Hali Chlistunow, który dotyczył jej przygotowań do udziału w Powstaniu Warszawskim. Pisze: „Myślałam sobie nawet, że sweterek będzie niepotrzebny, bo to sierpień, ale sukienka się przyda, kiedy będziemy świętować zwycięstwo”. Te słowa dowodzą, że nawet w sytuacjach tak dramatycznych jak wojna moda, a także elegancja i dbałość o wygląd były tym, o czym nie zapominano. Ubrania musiały być czyste, wyprane, wyprasowane, a włosy ułożone.

Dlaczego tak bardzo zwracano na to uwagę?

Przede wszystkim wynikało to z innego podejścia do wychowania. My nie mamy od dziecka wpajanej tradycji, że kobiecie z nieułożonymi włosami nie przystoi wyjść na ulicę. Choćby nie wiadomo co się działo. Z jednej strony był to obyczaj, a z drugiej niezmiernie ważna kwestia z punktu widzenia psychologicznego. Kobiety w ten sposób pokazywały, że choć warunki są ciężkie, to one się nie poddają. To był sygnał, że nie wszystko runęło, że wciąż istnieje jeszcze jakaś normalność.

Nawet na Pawiaku, siedząc w celach, kobiety układały sobie włosy. Starały się znaleźć szpilki, zakręcić loki. To, co wydaje się niewyobrażalne w takich warunkach, było tym, co trzymało je przy życiu

Czy to również był sygnał dla okupanta?


Pozostało 86% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie