Radiową Trójkę, która mimo spadającej słuchalności wciąż cieszy się opinią kultowej, rozmontowano w ciągu jednego weekendu – i to mimochodem.
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna
"Proponuję, aby metodami operacyjnymi wzmocnić tendencję spadkową piosenki i wyeliminować ją z listy przebojów po dwóch–trzech tygodniach. Natychmiastowe wyeliminowanie jest także możliwe, jednak wprowadziłoby niepotrzebny rozgłos”.
To notatka funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa o przeboju Lady Pank pt. „Mniej niż zero” sporządzona w 1983 r., a ujawniona w 2008 r. przez TVP Info. Singiel kojarzył się bezpiece ze śmiercią Grzegorza Przemyka, maturzysty zakatowanego w maju 1983 r. w warszawskim komisariacie. Marek Niedźwiecki opowiadał po latach, że do ingerencji nie doszło, a piosenka spadła ze szczytu Listy Przebojów Trójki „w sposób zupełnie naturalny”.
SB uniknęła więc niepotrzebnego rozgłosu. W przeciwieństwie do władz Polskiego Radia AD 2020.

I wszystko się może zdarzyć

Lista Przebojów Trójki zadebiutowała w kwietniu 1982 r. Miejsce w cotygodniowym rankingu zależy od liczby głosów słuchaczy. Kiedyś wysyłano je pocztą. Dziś głosuje się na stronie internetowej rozgłośni.
Pierwszym prowadzącym LP3 był Marek Niedźwiecki. W latach 90. zaczął go wspierać „druh zastępowy” Piotr Baron i od 2010 r. są gospodarzami programu na zmianę. A raczej byli do piątku 15 maja 2020 r. Tego wieczora Marek Niedźwiecki na finał listy puścił „Twój ból jest lepszy niż mój” Kazika. Piosenka jest nader czytelną krytyką prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który 10 kwietnia jako jedyny z 38 mln obywateli mógł podczas epidemii odwiedzić groby bliskich. Niedźwiecki ją zagrał, bo wygrała 1998. notowanie LP3. Tak się przynajmniej wydawało w piątek. Zaraz po audycji nastąpiła jednak seria niefortunnych zdarzeń podważających ten stan rzeczy.
Zaczęło się od tego, że lista zniknęła ze stron Polskiego Radia, choć zawsze po notowaniu jest tam dostępna. Później w serwisie rozgłośni pojawił się taki tekst: „Szanowni Słuchacze, podczas elektronicznego głosowania nad Listą Przebojów Trójki w dn. 15.05.2020 r. został złamany regulamin i do głosowania wprowadzono piosenkę spoza listy. Nadto dokonano manipulacji przy liczeniu głosów oddawanych na poszczególne piosenki, co zafałszowało wynik końcowy. W związku z tym Redakcja podjęła decyzję o unieważnieniu tego głosowania. Wyrażamy ubolewanie i przepraszamy wszystkich słuchaczy za zaistniałą sytuację. Na kolejne głosowanie Listy Przebojów Trójki zapraszamy 22 maja o stałej porze”.
Komunikat podpisał Tomasz Kowalczewski, dyrektor i redaktor naczelny Trójki. Jaki regulamin złamano (lista go nigdy nie miała)? Jaką piosenkę wprowadzono tylnym wejściem? Kto i jak manipulował? Tego nie napisano. Za to kompozytor Zbigniew Preisner, powołując się na rozmowę z Markiem Niedźwieckim, napisał na Facebooku, że dziennikarz odchodzi z Trójki. To była sobota.
Nazajutrz oświadczenie Niedźwieckiego – który nie ma konta w mediach społecznościowych – opublikowała Magda Jethon (w Trójce z przerwami od 1977 do 2016 r.): „W związku z sytuacją, która zaistniała wokół piątkowego notowania LP3 oraz posądzeniem mnie o nieuczciwość w przygotowywaniu audycji, którą prowadzę od 35 lat, kończę współpracę z Programem III Polskiego Radia”.
Po drodze dyrektor Trójki uzupełnił swoją wersję wydarzeń. „Nasi radiowi informatycy przeanalizowali logowania osoby odpowiedzialnej za kolejność piosenek w elektronicznej wersji listy. Według głosów słuchaczy, Kazik powinien być na miejscu czwartym” – stwierdził, dodając, że „zespół LP3 poblokował głosy słuchaczy oddane na innych wykonawców uznane przez nich za nieuczciwe lub manipulacyjne”. Podkreślił, że piosenki Kazika „nawet te najbardziej polityczne, były grane na naszej antenie i nie ma powodów, aby się to miało zmienić”.
Co wiedzieli wówczas nieliczni, dyrektor Kowalczewski przed wydaniem obu oświadczeń telefonował w sprawie Kazika do muzycznego szefa Trójki Piotra Metza, a później wysłał mu SMS: „Piotrze, dopilnuj, aby piosenka, o której rozmawialiśmy, nie była na antenie” (pisownia poprawiona). Ów SMS – z godz. 2.52 w sobotę – we wtorek ujrzeli internauci i widzowie TVN24, bo Metz pokazał telefon Monice Olejnik.
Wcześniej (w poniedziałek) kulisy sprawy ujawnił Bartosz Gil, dziennikarz Trójki i członek zespołu LP3, zawieszony za to, że nie podpisał oświadczenia dyrektora o „manipulacji”.

Fabryka małp

W liście do dyrektora anteny Gil napisał m.in. o telefonie Kowalczewskiego do Metza z prośbą o „zrobienie czegoś z tym Kazikiem” oraz o słynnym później SMS-ie. Wyjaśnił, że zarzucana zespołowi LP3 manipulacja to w istocie odrzucanie głosów podejrzanych, np. oddawanych seryjnie z automatycznie zakładanych kont. „Mechanizm głosowania nie był idealny, ale wiedział Pan o tym doskonale od wielu miesięcy. Osobiście uczestniczył Pan w spotkaniach oraz załączany był do korespondencji z działem IT” – przypomniał dyrektorowi. Podkreślił, że „Kazik wygrał notowanie 1998. zgodnie z regułami, które, choć nieformalne, wykształtowały się, obowiązywały i były przestrzegane w tym programie od wielu lat”.
Tego samego dnia wieczorem dyrekcja Trójki i prezes Polskiego Radia Agnieszka Kamińska przedstawili swoje ustalenia na konferencji prasowej, na którą mało kogo zaproszono, ale można ją było zobaczyć w internecie. Otóż, jeśli uwzględnić wszystkie głosy, bez badania, czy oddały je boty, to najwięcej wskazań – 1487 – zebrał „Wojownik z miłości” Bartasa Szymoniaka. Piosenka Kazika miała 1157 głosów, ustępując jeszcze utworom Deep Purple i The Cure.
Wicedyrektor Trójki Mirosław Rogalski stwierdził, że gdy moderator ręcznie eliminuje głosy, co do których ma wątpliwości, „zaczyna się pewna uznaniowość, mimo że użytkownik może być prawdziwy”. Co gorsza, internauta nie wie, że jego głos pominięto. – Zlecimy audyt listy na przestrzeni ostatnich lat – poinformował. Zapowiedział też stworzenie regulaminu.
– Jak tylko się zorientowaliśmy w piątek wieczorem, że z tym notowaniem jest coś nie tak, podjęliśmy kroki zmierzające do wyjaśnienia sprawy – powiedział dyrektor Kowalczewski. Skąd podejrzenie, że „jest coś nie tak”? Na to pytanie Polskie Radio mi nie odpowiedziało. Ani na to, czy wcześniej sposób głosowania budził zastrzeżenia.
– Nie budził – mówi Piotr Baron. – Nigdy nie mieliśmy takich problemów. Mnie się zresztą niektóre wygrywające utwory nie podobały, ale to kwestia gustu. A lista to zabawa – dodaje. Za tydzień chcieli uczcić 2000. notowanie. – Miało być święto, będzie stypa – stwierdza Baron.

Brothers in Arms

Marek Niedźwiecki, Hirek Wrona, Marcin Kydryński, Wojciech Mazolewski, Agnieszka Szydłowska, Agnieszka Obszańska, Piotr Metz, Michał Olszański, Piotr Kaczkowski, Filip Jaślar, Krzysztof Szubzda, Łukasz Błąd, Tomasz Rożek, Piotr Stelmach, Marcin Łukawski, Mariusz Cieślik. Co najmniej 16 osób odeszło z Trójki od piątku 15 maja do środy wieczorem. Dziś lista nieobecności może być jeszcze dłuższa. Są na niej ludzie związani ze stacją od wielu lat, doświadczeni dziennikarze, którzy przetrwali niejeden zarząd z każdego możliwego nadania politycznego, od lewa do prawa.
Michał Olszański jest już wprawdzie na emeryturze, ale do wybuchu epidemii koronawirusa regularnie pojawiał się w Trójce jako prowadzący piątkową audycję „Godzina prawdy” oraz współgospodarz sportowego pasma „Trzecia strona medalu”. – W sytuacji gdy niszczy się wizerunek kolegów, których szanuję, nie wyobrażam sobie powrotu na antenę Trójki – mówi Olszański. – Byłoby to możliwe jedynie pod warunkiem odkręcenia całej afery, odwołania przez zarząd radia zarzutów wobec Marka Niedźwieckiego i zespołu Listy Przebojów oraz zmiany skompromitowanej dyrekcji Trójki – wylicza. – Wydaje się to jednak wątpliwe – przyznaje.
Podkreśla, że wydarzenia sprzed tygodnia to zwieńczenie tego, co od dawna działo się w Polskim Radiu. – Trwał proces degrengolady i osłabiania redakcji. Pozbywano się ludzi doświadczonych i znających to radio. Zaczęło się od Jerzego Sosnowskiego (zwolniony w 2016 r. – red.), potem byli Artur Andrus i Robert Kantereit, po nich kolejne osoby. Aż w piątek czara się przelała – stwierdza dziennikarz. Dodaje, że ci, którzy wciąż pracowali, byli narażeni na ingerencje w ich programy, często w ostatniej chwili. Jemu dwie godziny przed emisją na żywo zmieniono scenariusz „Godziny prawdy” z festiwalu w Szklarskiej Porębie, usuwając rozmowę z Kubą Strzyczkowskim, bo według prezes Kamińskiej dziennikarze nie powinni się nawzajem lansować. – To była zaskakująca sytuacja, bo wcześniej pomysł na rozmowę z Kubą wszystkim się podobał, także dyrektorowi Kowalczewskiemu – opowiada Michał Olszański. Inna jego rozmowa, karnawałowy wywiad z najstarszą polską drag queen, w ogóle nie weszła na antenę.
W drzwiach stoi już także Piotr Baron. Na razie jest na zwolnieniu lekarskim. – Wracam 2 czerwca i wtedy podejmę decyzję, co dalej – mówi. Czy prowadzi jeszcze listę? – Jeżeli wróci Marek Niedźwiecki i przeproszą nas za wszystkie kłamstwa pod naszym adresem – odpowiada. Oboje wiemy, że to mało prawdopodobne. – Trójka dostarczała nam tlenu. Teraz już mało kto tam został. Zlikwidowano nie tylko listę przebojów, ale i cały program – stwierdza Baron.

Somebody That I Used to Know

Na liście rozstań, do których doszło, odkąd w styczniu 2016 r. władzę w Polskim Radiu przejął zarząd namaszczony przez Prawo i Sprawiedliwość, nazwisk zbierze się znacznie więcej.
Odejście Wojciecha Manna – do niedawna najgłośniejsze – było pokłosiem zdjęcia z anteny Trójki audycji muzycznych Anny Gacek i jej rozstania ze stacją. Z rozgłośnią pożegnali się też Gaba Kulka, Jan Młynarski, Jan Chojnacki i Wojciech Waglewski z synem Bartoszem („Fisz”). Odszedł Dariusz Rosiak, któremu nie przedłużono umowy na „Raport o stanie świata”. Wypowiedzenia złożyli Dariusz Bugalski i Paweł Drozd – obaj byli związani z rozgłośnią prawie 20 lat i prowadzili m.in. „Klub Trójki”. Odeszła Joanna Kołaczkowska, jedna z prowadzących „Urywki z kalendarza”.
– Dziennikarze są solą mediów – mówi Krzysztof Czabański, przewodniczący Rady Mediów Narodowych, a w przeszłości prezes Polskiego Radia. – Jak odchodzą dobrzy, to strata. Ale odchodzą niekoniecznie dobrzy – stwierdza, zastrzegając, że nie wymieni nazwisk.

Wojenka

Prezes Polskiego Radia nie komentuje odejścia Marka Niedźwieckiego. Na konferencji, podczas której zdyskredytowała jego audycję, stwierdziła, że nie rozmawiała o tym z dziennikarzem – zrobi to dopiero po audycie listy przebojów.
Nie odpowiedziała też, czy zbada zarzuty, jakie postawił serwis Polskieradio24.pl w tekście pt. „Niedźwiecki brał pieniądze za miejsca na liście przebojów? Tak twierdzi były muzyk Antyquariatu”. Publikacja opiera się na facebookowym wpisie niejakiego Tomaldo Banjo, którego portal TVP.info zidentyfikował jako Tomasza Pawlaka, byłego muzyka zespołu Antyquariat. Gdy radiowy serwis to pisał, post „Banjo” był już skasowany, ale i tak przytoczono padające w nim oskarżenia, jakoby Niedźwiecki „brał w latach 90. 20 tys. zł za 3. miejsce na liście przebojów Trójki”.
„Stanowczo protestujemy wobec publikowania na stronach Polskiego Radia tekstów szkalujących naszego kolegę Marka Niedźwieckiego” – oświadczył na to zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego, podkreślając, że tekst „nie spełnia reguł rzetelnego dziennikarstwa, przytacza zarzuty i nie daje możliwości odniesienia się do nich osobie, której są stawiane”. W obronie Marka Niedźwieckiego stanęła też Magda Jethon, która kierowała Trójką do 2016 r. „Jak się mówi, że Marek brał łapówki, to jest strzelanie w ciemno. Marek nigdy nie przywiązywał wagi do pieniędzy” – stwierdziła w rozmowie z Katarzyną Janowską na Onet.pl. Z Markiem Niedźwieckim nie udało nam się skontaktować.
– Nikt z nas nigdy nie mógł przyjąć gratyfikacji za prezentację utworu. Graliśmy to, co grało w nas. W Trójce chodziło o przeżywanie muzyki – stanowczo stwierdza Piotr Baron. – Mogę zapewnić, że cała ekipa LP3 jest krystalicznie uczciwa. Ale nie będę udowadniać, że nie mamy garba – dodaje.

Wciąż bardziej obcy

Podsumowując konferencję o liczeniu głosów, wicedyrektor Rogalski zapowiedział, że hit Kazika „będzie poddany dalszemu głosowaniu” i „nikt nie będzie zabraniał Kazikowi śpiewania w Trójce”. Tylko że Kazik zażądał wycofania jego piosenki z listy. Także Dawid Podsiadło nie chce, aby Trójka grała jego utwory. Podobnie wytwórnia Mystic Production reprezentująca Tomasza Organka, Lao Che, Sorry Boys, Artura Andrusa, Piotra Bukartyka, a z artystów zagranicznych Deep Purple, Nicka Cave’a, Skunk Anansie, Marillion. Podobne deklaracje złożyli m.in. Muniek Staszczyk, Katarzyna Nosowska, Daria Zawiałow i Mary Komasa. Gdy we wtorek Trójka puściła piosenkę Krzysztofa Zalewskiego, ten napisał na Facebooku, że sobie tego nie życzy i okrasił wpis swoim zdjęciem z „gestem Lichockiej”.
Do bojkotu dołączył serwis ogłoszeniowy OLX, rezygnując z kupowania reklam w Trójce.
Sprawę lisy przebojów komentowali też politycy. Nie tylko opozycyjni – „wyjaśnienia incydentu” domaga się od Rady Mediów Narodowych wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.
– Mniej szkody by zrobili, gdyby w ogóle nie interweniowali – komentuje działania kierownictwa dziennikarz Trójki Ernest Zozuń. – Ludzie by się przez weekend pośmiali, że Kazik wygrał, a w poniedziałek nikt by już o tym nie pamiętał. A tak to sobie strzelili już nawet nie w stopę, tylko w głowę. W łeb sobie palnęli – mówi i dodaje, że ostatni weekend był kulminacją tego, co się działo w Trójce od kilku lat.

Moje Kilimandżaro

– To czubek góry lodowej – zgadza się członek RMN Juliusz Braun. Popiera złożony przez Grzegorza Podżornego wniosek o odwołanie prezes Polskiego Radia. Są jednak w mniejszości wobec trojga członków rady z PiS.
Przewodniczący Czabański nie widzi powodu odwoływania Agnieszki Kamińskiej. – Uważam, że dobrze kieruje radiem – mówi. Dotyczy to także ostatnich wydarzeń. – Jak rozumiem ze wstępnych informacji, były matactwa przy liczeniu głosów słuchaczy. Radio to sprawdza. Nie pamiętam, aby występowały takie problemy, gdy byłem jego prezesem – dodaje.
W radiu mówi się, że to on steruje Kamińską. – Nic podobnego. Od kierowania radiem jest zarząd i rada nadzorcza. Rozmawiam z szefami mediów o programie, mogę się podzielić swoją opinią, ale to wszystko – odpiera Czabański.
Agnieszka Kamińska jest czwartym prezesem spółki od początku „dobrej zmiany”. Od stycznia 2016 r. stanowisko zajmowała Barbara Stanisławczyk. Po jej rezygnacji ster objął Jacek Sobala. Gdy go zawieszono, a później odwołano, radiem kierował Andrzej Rogoyski. Kamińska dołączyła do niego w grudniu 2019 r. jako członek zarządu, a w styczniu 2020 r. zajęła jego miejsce.

Nothing Else Matters

W najnowszej fali realizowanego przez Kantar badania słuchalności Radio Track – obejmującej luty, marzec i kwiecień – udział Trójki w czasie słuchania spadł do 4,7 proc. (rok wcześniej było to 5 proc.), a Jedynki do 5,3 proc. (z 5,8 proc.). W tym samym czasie obie ogólnopolskie anteny komercyjne poprawiły wyniki. Udział RMF FM wzrósł do 29,8 proc. (z 27,3 proc.) – branżowy „Presserwis” podaje, że to najlepszy rezultat w historii badania prowadzonego od 2001 r. – a udział Zetki skoczył do 13 proc. (z 11,8 proc.).
– Nie lekceważę tych wyników, dotyczą one jednak nie tyle słuchalności radia, ile znajomości marki – komentuje Krzysztof Czabański. – Ta zaś wynika z agresywnych kampanii promocyjnych, a radio publiczne jest z natury bardziej stonowane. Poczekajmy na jednoźródłowe badanie mediów przygotowywane przez KRRiT. Jego wyniki będą rzeczywiście mówiły o słuchalności. Do tych dostępnych obecnie podchodzę ostrożnie. Bardziej mnie interesuje jakość oferty, podtrzymywanie kultury, korzyści społeczne, jakie zapewnia Polskie Radio. Jego program oceniam bardzo wysoko. To wielka instytucja kultury – podkreśla.
Instytucja utrzymywana głównie ze środków publicznych. W 2019 r. Polskie Radio dostało ponad 219 mln zł bezpośrednio z budżetu państwa i z abonamentu RTV, podczas gdy z reklam wypracowało niespełna 63 mln zł. Wyszło przy tym na minus, choć w sprawozdaniu abonamentowym nie podaje wielkości straty.

Hej, czy nie wiecie

Dziennikarze Trójki czują się, jakby stracili dom.
– Jestem jak uchodźca z Myśliwieckiej – mówi Ernest Zozuń. Spędził w radiu całe dorosłe życie, od 1988 r. – Nie wiem, co teraz zrobię. Lubię swój zawód. Chciałbym po prostu w spokoju pracować. Może mam psychikę bitej żony. Ale przychodzi taki siniec, który musi być ostatni – zastanawia się.
Gdy zamykaliśmy to wydanie „DGP”, nie było wiadomo, kto poprowadzi notowanie nr 1999.
– Ktokolwiek się tego podejmie, to mu tak po ludzku współczuję. Będzie jak Azja wbijany na pal – mówi Piotr Baron.