Dla zwycięskich mocarstw informowanie opinii publicznej o tym, że jedno z nich dopuszczało się ludobójstwa zupełnie jak III Rzesza, było nie do przyjęcia
Jeden ze świadków zbrodni katyńskiej Parfien Kisielew w rozmowie z dr. Ferencem Orsósem / Domena Publiczna
Józef Stalin święcie wierzył, że martwi jeńcy i więźniowie milkną na zawsze. W wielkiej rzeźni, jaką był pod jego rządami Związek Radziecki, uśmiercenie kilkunastu tysięcy Polaków wydawało się jedynie małą kropelką krwi w oceanie pomordowanych milionów. Dodatkowo, odkąd ZSRR stał się bezcennym sojusznikiem dla Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych w walce z hitleryzmem, Kreml mógł liczyć na zmowę milczenia, która obejmie cały świat. Dlatego Stalinowi w skutecznym kneblowaniu Polaków pomogli zarówno Franklin D. Roosevelt, jak i – nieżywiący żadnych złudzeń co do komunistów – Winston Churchill. Żeby prawda zaczęła powoli wychodzić na jaw, najpierw musiały się zmienić strategiczne interesy Zachodu.

Londyn

Gdy za sprawą Josepha Goebbelsa powstała międzynarodowa komisja pod patronatem Czerwonego Krzyża nadzorująca ekshumację zbiorowych mogił w Katyniu, Stalin postanowił prewencyjnie zerwać stosunki dyplomatyczne z polskim rządem. Moskwa ogłosiła to 25 kwietnia 1943 r., choć gabinet premiera Władysława Sikorskiego niczego konkretnego nie przedsięwziął w kwestii nagłośnienia na Zachodzie sowieckiej zbrodni. Kreml tym sposobem wysłał do Waszyngtonu i Londynu jasny sygnał, jak potraktuje każde oskarżenie o wymordowanie polskich jeńców.
Bezradny gen. Sikorski postanowił prosić o wsparcie Churchilla. Podczas spotkania zaprezentował premierowi Wielkiej Brytanii kolejne dokumenty wskazujące, kto odpowiada za zbrodnię. „Oni nie żyją. I cokolwiek by przedsięwziąć, nie przywróci ich to do życia” – uciął dyskusję Churchill. Zbliżało się lato 1943 r. i losy wojny nadal nie zostały rozstrzygnięte. Na froncie wschodnim III Rzesza szykowała się do wielkiej ofensywy na Łuku Kurskim. Co jakiś czas angielski wywiad ponawiał ostrzeżenia, że Józef Stalin rozważa zawarcie separatystycznego pokoju z Hitlerem. Gdyby do tego doszło, zachodni alianci wygranie wojny musieliby okupić ogromną daniną krwi swych żołnierzy. Churchill, choć prywatnie lubił i cenił Polaków, nie zamierzał przedkładać ich dobra nad strategiczne interesy Zjednoczonego Królestwa.

Waszyngton

Dowody zebrane przez grupę ekspertów z krajów neutralnych podczas ekshumacji w Katyniu jednoznacznie wskazywały, że egzekucje przeprowadzało NKWD. Churchill przestudiował raport sporządzony przez ambasadora brytyjskiego przy rządzie polskim w Londynie Owena O’Malley’a, po czym 13 sierpnia 1943 r. przesłał go prezydentowi USA. Do dokumentu dołączył enigmatyczny komentarz: „Jest to bardzo dobrze napisana historia, ale prawdopodobnie trochę za bardzo dobrze napisana. Mimo wszystko jeśli ma Pan czas, żeby ją przeczytać, ten trud się zwróci. Chciałbym odzyskać to [dokument – przyp. aut.] z powrotem, kiedy skończy Pan, ponieważ nie zamierzamy udostępniać go oficjalnie w jakikolwiek sposób” – pisał premier Wielkiej Brytanii.
Jego życzeniu stało się zadość. Gdy Roosevelt odesłał raport, minister spraw zagranicznych Zjednoczonego Królestwa Anthony Eden nadał mu najwyższą klauzulę tajności. O raporcie nie poinformowano ani parlamentu, ani nawet członków rządu, poza gronem kilku najbardziej zaufanych osób. „Wyznaję, że raczej tchórzliwie odwróciłem głowę od sprawy katyńskiej, bojąc się tego, co mógłbym w niej znaleźć” – zapisał w dzienniku podsekretarz stanu w Foreign Office sir Alexander Cadogan.
Oprócz raportu O’Malleya w sierpniu 1943 r. na biurko prezydenta Roosevelta trafił podobny dokument, sporządzony przez oficera łącznikowego przy Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, płk. Henryka Szymańskiego. Wkrótce Departament Wojny USA udzielił nagany pułkownikowi za „stronniczość na rzecz polskiej grupy o nastawieniu antysowieckim”, a raport zniknął. Przed amerykańską prasą i opinią publiczną ukryto również doniesienia o mordzie w Katyniu autorstwa ambasadora USA przy Rządzie Polskim na Uchodźstwie Anthony’ego Drexel-Biddle.
Jednak prezydent Roosevelt był ciekaw prawdy, dlatego zlecił przeprowadzenie prywatnego śledztwa swemu zaufanemu współpracownikowi, byłemu gubernatorowi Pensylwanii George’owi Howardowi Earle. Ten po przejrzeniu dokumentów i skorzystaniu z własnych kontaktów dyplomatycznych nie miał wątpliwości, kto odpowiada za egzekucję polskich jeńców. Gdy poprosił prezydenta o zgodę na opublikowanie artykułu ujawniającego prawdę, otrzymał pisemne polecenie zachowania tajemnicy. Następnie Roosevelt wysłał zbyt uczciwego polityka z misją dyplomatyczną na… wyspy Samoa.

Moskwa

Chcąc zamknąć spekulacje na temat mordu katyńskiego, a jednocześnie wesprzeć oficjalne stanowisko Kremla, Roosevelt szukał osoby wystarczająco naiwnej, by uwierzyła, że polskich jeńców wymordowali Niemcy. W końcu misję sporządzenia oficjalnego raportu powierzył córce ambasadora USA w Moskwie, 25-letniej Kathleen Harriman. Została ona zaproszona na ponowną ekshumację zwłok w Katyniu, przeprowadzoną przez Komisję Nikołaja Burdenki.
Zgodnie z oczekiwaniem Roosevelta oraz Stalina panna Harriman w swym sprawozdaniu potwierdziła bezkrytycznie raport Komisji Burdenki. W nim zaś winą za śmierć polskich jeńców obarczono 537. roboczy batalion Wehrmachtu, dowodzony przez ppłk. Friedricha Ahrensa. Gdy na początku 1945 r. Arthur Bliss Lane udawał się do Warszawy objąć stanowisko ambasadora USA, jedynym dokumentem na temat Katynia, jaki otrzymał, był raport Kathleen Harriman. Jego treść budziła tak liczne wątpliwości, że doświadczony dyplomata poprosił o rozmowę prezydenta. W książce „Widziałem Polskę zdradzoną” Bliss Lane wspominał, iż po wysłuchaniu jego uwag Roosevelt uciął rozmowę jednym zdaniem: „Czy chcesz, bym poszedł na wojnę z Rosją?”.

Waszyngton

W połowie maja 1945 r. z niewoli do USA powrócił płk John H. van Vliet. Po odkryciu grobów polskich oficerów znalazł się on w grupie jeńców z siedmiu krajów, przywiezionych przez Niemców do Lasku Katyńskiego, i uczestniczył w ekshumacji. W Waszyngtonie van Vliet sporządził sprawozdanie z tego wydarzenia, które przekazał na ręce szefa Wywiadu Armii gen. Claytona L. Bissella. Generał zapytał wówczas: „Czy Niemcy nie mogli sfingować całej sprawy?”. Van Vliet stanowczo stwierdził, iż to niemożliwe. Jego raport otrzymał więc klauzulę „ściśle tajne”, po czym zniknął z archiwum. Pułkownik usłyszał zaś rozkaz zabraniający opowiadania komukolwiek o tym, co widział. Wkrótce zresztą usunięto go z armii.

Genewa

Kreml konsekwentnie dbał o zdyskredytowanie niezależnych ekspertów, których w 1943 r. powołał Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Wszystkich, za pośrednictwem działających na Zachodzie partii komunistycznych, oskarżono o kolaborację z nazistami. Tylko jeden z nich nie dał się zastraszyć – profesor medycyny sądowej François Naville z Uniwersytetu Genewskiego, który nadal otwarcie mówił o odpowiedzialności ZSRR za wymordowanie polskich jeńców.
We wrześniu 1946 r. Szwajcarska Partia Robotnicza zwróciła się do Rady Związkowej z żądaniem, by potępiła profesora za to, że pracował dla III Rzeszy za pieniądze. Naville zaprzeczył tej insynuacji. „Jeżeli znajdujące się pomiędzy dwoma potężnymi sąsiadami państwo dowiaduje się o zagładzie prawie 10 000 swoich oficerów, jeńców wojennych, których cała wina polegała na tym, że bronili ojczyzny, jeśli kraj ten próbuje wyjaśnić, jak się to odbyło, to przecież człowiek porządny nie może przyjąć wynagrodzenia za to, że przyjechał na miejsce zbrodni i próbuje uchylić rąbka tajemnicy” – napisał w liście do szwajcarskiej Rady Związkowej, ta zaś odmówiła uciszenia naukowca.

Norymberga

Reprezentujący Związek Radziecki przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze wojskowy prokurator Roman Rudenko w lutym 1946 r. oskarżył o eksterminację polskich jeńców w Katyniu ppłk. Friedricha Ahrensa, dowódcę 537. batalionu Wehrmachtu. Wyrok skazujący mógł ostatecznie zamknąć usta polskiej emigracji na Zachodzie, której rewelacji o sowieckim ludobójstwie prawie nikt nie chciał słuchać. Jednak zeznania Ahrensa dla sędziów z USA, Francji i Wielkiej Brytanii brzmiały przekonująco. Co więcej, reprezentujący Stany Zjednoczone sędzia Robert Jackson ujawnił, iż Waszyngton wywierał na niego presję, żeby uznał prawdziwość wątłego materiału dowodowego zgromadzonego przez Rudenkę.
Po tym szybko wyciszonym skandalu Trybunał Norymberski uniewinnił niemieckiego oficera. Dzięki temu „kłamstwo katyńskie” nie zostało na Zachodzie zalegalizowane. Natomiast nic nie potrafiło przełamać martwej ciszy, jaka zapadła po uniewinnieniu ppłk Ahrensa.

Waszyngton

Latem 1950 r. na Półwyspie Koreańskim wybuchła wojna. Gdy okazało się, że Związek Radziecki pomógł komunistom z Północy dokonać inwazji na Południe, politycy w Waszyngtonie przestali ignorować głosy domagające się śledztwa w sprawie mordu na polskich jeńcach. Wreszcie 18 września 1951 r. kongresmen Partii Demokratycznej Ray J. Madden, wspierając inicjatywę Arthura Bliss Lane’a, przekonał Izbę Reprezentantów do powołania siedmioosobowej komisji śledczej. Oprócz ustalenia, kto zamordował polskich oficerów w Katyniu, miała ona także sprawdzić, czy urzędnicy rządowi utajniali fakty dotyczące zbrodni.
Komisja przesłuchała 81 świadków, a około stu innych złożyło zeznania na piśmie. Jednocześnie Kongres Polonii Amerykańskiej sfinansował druk książki dziennikarza Juliusa Epsteina „Tajemnica raportu van Vlieta” („The Mysteries of the van Vliet Report”). Opisanie historii utajnionego przez rząd dokumentu rozpaliło ciekawość opinii publicznej. Gdy kongresmen George Dondero poprosił Departament Obrony o udostępnienie tajemniczego raportu, otrzymał odpowiedź, iż dokument zaginął. Ale van Vliet wciąż żył i chętnie spisał swe wspomnienia. „Gdyby raport van Vlieta ujawniono w 1945 r., gdy na podstawie porozumienia z Jałty tworzono Organizację Narodów Zjednoczonych, być może Rosja sowiecka nigdy nie znalazłaby się w tej organizacji” – oświadczył podczas przesłuchania przed Komisją Maddena były szef Wywiadu Armii gen. Clayton L. Bissell.

Londyn

Pod koniec 1951 r. stało się jasne, że większość ludzi, których Komisja Maddena powinna przesłuchać, przebywa w Europie. Jej członkowie postanowili więc przenieść się do Londynu. Ale choć trwała zimna wojna i Wielkiej Brytanii realnie zagrażała agresja ze strony ZSRR, gości zza oceanu przyjęto nad Tamizą bardzo chłodno. Brytyjski rząd zignorował prośbę o odtajnienie materiałów mogących coś wnieść do śledztwa. Minister spraw zagranicznych Anthony Eden za plecami członków komisji intrygował z zaprzyjaźnionym ambasadorem USA Walterem Giffordem. Po jednym z ich spotkań 17 kwietnia 1952 r. Eden sporządził tajną notatkę, przesłaną potem m.in. do. Moskwy i Warszawy: „Pan Gifford powiedział, że zrobi wszystko, co będzie mógł, aby zredukować znaczenie tych przesłuchań” – donosił Stalinowi szef brytyjskiej dyplomacji.

Waszyngton

Pomimo trudności 2 lipca 1952 r. Komisja Maddena przedłożyła Kongresowi swój raport. Zapisano w nim m.in.: „NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) dokonał masakry polskich oficerów w lesie katyńskim w pobliżu Smoleńska na Rusi. Ta masakra była skalkulowanym zamachem mającym na celu eliminację polskich przywódców, którzy później mogli przeciwstawić się sowieckim planom komunizacji Polski”. Jednocześnie Komisja zalecała Kongresowi podjęcie działań zmierzających do postawienia ZSRR przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w oparciu o zapisy Karty Narodów Zjednoczonych. Z kolei do prezydenta Harry’ego Trumana zaapelowano o powołanie międzynarodowej komisji, która kontynuowałaby śledztwo.
Ale koniunktura międzynarodowa znów się zmieniała: wojna w Korei dobiegała końca, a w ZSRR, po śmierci Stalina, rozpoczynała się odwilż. Ostatecznie zarówno Kongres, jak i Biały Dom wyrzuciły postulaty Komisji Maddena do kosza. Jej praca nie poszła jednak na marne. Żaden zachodni rząd nie śmiał już powtarzać kremlowskich tez o tym, że polskich oficerów wymordowali w Katyniu Niemcy.

Epilog

„Katyń to nazwa, którą wszyscy powinniśmy pamiętać” – oświadczył podczas wystąpienia radiowego 2 listopada 1976 r. gubernator Kalifornii Ronald Reagan. Opowiadał słuchaczom o „14 500 polskich oficerach, którzy służyli w obronie Polski, gdy naziści dokonali inwazji z zachodu i Rosjanie ze wschodu”, a których potem Sowieci zamordowali.
Cztery lata później, gdy został prezydentem USA, powrót do zimnej wojny z ZSRR dodał wiatru w żagle ludziom chcącym nagłośnić sprawę mordu katyńskiego. Po 1980 r. amerykańskie media zaczęły informować o nim odbiorców, otwarcie wskazując prawdziwych sprawców. Symbolem tej zmiany stał się pomnik katyński, który amerykańska Polonia postanowiła wznieść na Exchange Place w Jersey City. Rzeźbę, zaprojektowaną przez Andrzeja Pityńskiego, osłonięto jednak dopiero po odejściu z Białego Domu Ronalda Reagana 19 maja 1991 r. Siedem miesięcy później rozpadł się Związek Radziecki.
Jeśli więc Rosjanie twierdzą, że Niemcy sfałszowali dokumenty należące do tych zwłok, to Niemcy musieliby usunąć ze zwłok wszystko, co nosiło datę późniejszą niż wiosna 1940 roku. Jest jednak praktycznie niemożliwe, żeby mogli zdobyć tysiące gazet datowanych z tego okresu i umieścić je przy zwłokach tych martwych mężczyzn. Wymagałoby to przerażającego wysiłku i przerażających przygotowań. Byłem tam i oglądałem dokładnie te ciała w grobach, jak sardynki, całkowicie ze sobą sprasowane. W czasie ekshumacji kieszenie musiały być rozcinane nożem, także cholewy wysokich butów musiały być tak rozcinane, wyciągano stamtąd różne dokumenty. Byłoby absolutnie absurdalne, gdyby przyjąć rosyjską tezę, że dokumenty zostały przez Niemców włożone do zwłok, a następnie te ciała zostały zakopane, a potem, w miesiąc później, Niemcy mieliby sprowadzić w to miejsce ludzi, mówiąc: „Patrzcie, znaleźliśmy tutaj zwłoki”. Byłby to na pewno wysiłek nadludzki (...)”.
Fragment zeznań Józefa Mackiewicza przed Komisją Maddena
Jestem głęboko przekonany, że mord na tych piętnastu tysiącach polskich żołnierzy stanowił tylko jeden z elementów przemyślanego i starannego planu tworzonego przez wiele lat, a zmierzającego do eksterminacji wszystkich ludzi, którzy mogą przeciwstawić się bolszewizmowi. Jestem głęboko przekonany, że to, co się wydarzyło w Katyniu i w innych Katyniach, stanowi cel bolszewików na całym świecie. Od wielu lat ostrzegam i przestrzegam świat, aby zrozumiał, że bolszewizm, którego głównym celem jest opanowanie całego świata, nie będzie ustawał w wysiłkach, aby osiągnąć ten cel wszelkimi metodami podobnymi do tych użytych w Katyniu”.
Fragment zeznań gen. Władysława Andersa przed Komisją Maddena