statystyki

Zombi z koronawirusem. O starych lękach w kulturze schyłku

autor: Piotr Kofta06.03.2020, 08:18; Aktualizacja: 06.03.2020, 08:35
Naczelną metaforyczną figurą owego bogatego zbioru wyobrażeń o pandemicznym kresie cywilizacji jest zombi – zakażony tajemniczym wirusem były człowiek, ani żywy, ani martwy, nieczuły na ból, kierujący się jedynie niemożliwym do zaspokojenia apetytem na mięso i krew zdrowych istot ludzkich

Naczelną metaforyczną figurą owego bogatego zbioru wyobrażeń o pandemicznym kresie cywilizacji jest zombi – zakażony tajemniczym wirusem były człowiek, ani żywy, ani martwy, nieczuły na ból, kierujący się jedynie niemożliwym do zaspokojenia apetytem na mięso i krew zdrowych istot ludzkichźródło: ShutterStock

Nasze wyobrażenia o epidemii chorób zakaźnych to osobliwa mieszanka przekonań z epoki przednaukowej, fantazji o końcu świata, teorii spiskowych, ksenofobii oraz lęków związanych z medykalizacją życia codziennego i tempem postępu technologicznego.

W y jaw, czego się boisz, a powiem ci, kim jesteś? Na poziomie indywidualnym byłby to okropny redukcjonizm, ale już na poziomie całych społeczeństw (bądź nawet cywilizacji) – wcale, jak się zdaje, niekoniecznie. Kultura – w tym naturalnie także popkultura – często stanowi katalog obaw i nadziei swojej epoki. Jest nie tylko produktem, lecz także – zwrotnie – źródłem wiedzy o świecie, rezerwuarem pojęć, porównań, przenośni i obrazów, z których korzystamy znacznie częściej niż z jakichkolwiek tekstów wytworzonych przez sformalizowaną naukę. W czasach cyfrowej rewolucji nadal wolimy infotainment od informacji, wciągającą narrację od monotonnej analizy, sugestywną, metaforyczną wizję od artykułu w fachowym czasopiśmie. Próba zmuszenia ludzi, by po prostu zamienili głód opowieści na głód danych, to utopia. Nasze mózgi – choć cudownie elastyczne – nie działają w ten sposób.

Potencjał kulturowych obrazów i metafor, ich zdolność dostarczania prostych, symbolicznych wyjaśnień i kryteriów zero-jedynkowego odróżniania dobra od zła, a także błyskawicznego budowania kontekstu, tyleż historycznego, ile metafizycznego, ujawnia się szczególnie w momentach kryzysowych. Innymi słowy, istnieje ścisły związek między koronawirusem a makaronem znikającym ze sklepowych półek, bo wszyscy widzieliśmy – po tysiąckroć: w filmach, w serwisach społecznościowych, w nagranych telefonem wrzutkach internetowych– emblematyczne sceny plądrowania supermarketów przez zdesperowanych klientów, którzy chcą zdążyć przed końcem świata.

Odpowiedzialność zbiorowa

Magazyn DGP 6.03.2020

Magazyn DGP 6.03.2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Choroby epidemiczne zajmują w kolekcji naszych lęków szczególne miejsce. Nic w tym dziwnego, ludzkość ma w tej kwestii przykre wspomnienia. Doświadczenie epidemii w świecie przednowoczesnym, bez biopolitycznych rygorów naszej współczesności, było wydarzeniem z gruntu apokaliptycznym, zwłaszcza że jedynym racjonalnym sposobem uniknięcia infekcji (której etiologii, przynajmniej w sensie dosłownym, nie rozumiano) mogła być tylko paniczna ucieczka. Naszą wyobraźnię o epidemii wciąż w jakiejś mierze kształtuje pamięć o czarnej śmierci – najprawdopodobniej dżumie – nawiedzającej Europę przez trzy stulecia, od połowy XIV do połowy XVII w. Dżuma nie była elegancką chorobą; była emanacją brudnej, odczłowieczającej śmierci w męczarniach. Postrzegano ją jako rodzaj zbiorowej kary, wymierzanej ludziom przez Boga: „Czemuż ludzie umierali tak licznie? Pismo Święte oferowało tu jasny model interpretacyjny. Bóg, rozgniewany na swój lud i kapłanów, zsyłał plagi nie na poszczególne jednostki za ich konkretne grzechy, lecz na cały lud za jego bezbożność, zwłaszcza zaś za wykroczenia przeciw nakazom religii. Bałwochwalstwo, krzywoprzysięstwo, odstępstwo były grzechami i tylko ukorzenie się (czyli zmiana zachowań i przekonań) zdolne było plagę odwrócić lub jej zapobiec” – piszą William Naphy i Andrew Spicer w książce „Czarna śmierć” (PIW 2004, przeł. Agnieszka Dębska).

Nie była to zresztą pierwsza pandemia, która nawiedziła Europę. O straszliwej pladze wspominał już w V w. p.n.e. starogrecki historyk Tukidydes w „Wojnie peloponeskiej”; w II w. n.e. Cesarstwo Rzymskie dotknęła zaraza Antoninów (przypuszczalnie ospa prawdziwa), a w kolejnym stuleciu Rzymianie musieli skonfrontować się z odrą. Między VI a VIII w. Europę i Bliski Wschód dziesiątkowała katastrofalna dżuma Justyniana, która przyczyniła się do pogrzebania resztek świata antycznego – Konstantynopol utracił wówczas 40 proc. mieszkańców, przerwane zostały szlaki handlowe, opustoszały miasta Lewantu i Persji, zniszczeniu uległy rozległe systemy irygacyjne. „Wiele prac naukowych postuluje, że Bliski Wschód, Egipt i Afryka Północna zdołały odzyskać poziom cywilizacyjny sprzed 540 r. dopiero pod koniec XIX w.” – twierdzą Naphy i Spicer.


Pozostało 72% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie