Trzy wieczory, pięć koncertów, światowe gwiazdy i premiery projektów specjalnych – tak wyglądał program trzeciej edycji POLIN Music Festivalu, który odbył się w Muzeum POLIN w dniach 28 lutego-1 marca. Na festiwalowej scenie wystąpili m.in. Michael Guttman, Lara St. John, Jing Zhao, Ohad Ben-Ari, JP Jofre, Matt Herskowitz, Pierre Genisson, trio Bastarda oraz orkiestry: Sinfonia Varsovia i NFM Leopoldinum.

Niedzielny wieczór poświęcony był żydowskiemu tangu. Koncert podwójny na skrzypce i bandoneon Argentyńczyka J.P. Jofre'a to zmysłowa interpretacja nowoczesnego tanga. Dostarcza pikantnych smakołyków, dodaje filmowe i impresjonistyczne odniesienia i tworzy przez nie romantyczny zestaw, złożony z sześciu części. Dla Jofre'a, jako kompozytora i bandoneonowego solisty ważne jest to, że bardziej porywające fragmenty są napisane dla niego samego, ale spokojniejsza część skrzypcowa, stworzona dla Michaela Guttmana daje tym utworom przestrzeń do oddychania.

Godnymi uwagi wyjątkami są środkowe części Cadenzy i Milongi, które przypominają słuchaczowi, że jest to przecież koncert podwójny. Duża część tego utworu ma w sobie znajome brzmienie, które słuchacz kojarzy z utworami Astora Piazzolli. Są chwile absolutnej magii, gdy bandoneon unosi się nad i pod ostatnią nutą skrzypiec. Trzyma w sobie nostalgię, do której trzeba wracać ciągle na nowo, szczególnie obecną w także zagranych w Polin duetach Como el Agua i Sweet Dreams, które wzmacniają koncert niesamowitą tęsknotą i szczerością. Obu artystom towarzyszyła Orkiestra Leopoldinum, która dowodził Christian Danowicz.

Ale wydarzeniem, które najbardziej poruszało, była zaprezentowana w piątek, na otwarcie festiwalu, „Dziewczęca Orkiestra z Birkenau”. Trzeba tu przypomnieć, że w Auschwitz-Birkenau codziennie rozbrzmiewała muzyka. Marszów, walców i współczesnych wówczas rozrywkowych melodii słuchali więźniowie, którzy co rano opuszczali obóz i zmierzali do katorżniczej pracy oraz ci, którzy po selekcji na rampie prosto z transportu szli do komór gazowych. W niedzielę odbywały się specjalne koncerty dla nadzorców.

Na pomysł założenia kobiecej orkiestry w Birkenau wpadła kierowniczka obozu, esesmanka Maria Mandel, zwana przez więźniarki „Bestią”, bo wyróżniało ja niezwykłe okrucieństwo.

Autorką libretta do tego spektaklu, w którym muzyka jest podporządkowana ściśle teatralnej formie, jest Patrycja Dołowy, fotografka, artystka multimedialna, autorka sztuk teatralnych, esejów, artykułów.Dla mnie historia dziewczęcej orkiestry to jedna z tych opowieści, która potrzebuje zostać wysłuchana. Chciałabym, by muzyka, która grały kobiety w nieludzkich warunkach popłynęła na asli koncertowej uwolniona od swojego straszliwego kontekstu, a wraz z nią historie, które domagają się głosu” – tłumaczyła swoją rolę Dołowy. Utwory m.in. Schuberta, Bacha, walc cesarski Straussa syna oraz „Melodie cygańskie” Pabla de Sarasate.

Okazją do stworzenia orkiestry było pojawienie się w Brzezince znanej skrzypaczki Almy Rose, siostrzenicy Gustava Mahlera. Kobieta żyła na aryjskich papierach we Francji, ale aresztowano ją po denuncjacji i wysłano do obozu. W scenicznym monologu grana przez Marię Maj Alma mówi: „Więźniarka numer 50381 - Alma – gwiazda kabaretu. Olśniewasz Bestię. Bestia chce rywalizować z męskim obozem. Załatwia ci przeniesienie do swojego projektu. A więc zostajesz w końcu dyrygentką kobiecej orkiestry. W Auschwitz-Birkenau. Uważaj o czym śnisz, dziewczyno, bo się spełni.”

W sumie przez orkiestrę przeszło ponad 60 kobiet. Tylko trzy z nich nie przeżyły wojny, w tym Alma, która zmarła na zatrucie pokarmowe.

Monolog 18-letniej wówczas wiolonczelistki Anity Lasker, jednej z dwóch żyjących dziś członkiń orkiestry, wypowiedziała ze sceny w Polin Ilona Janyst.: „Mańcia Migdał – Maria Mandel kochała muzykę i dzieci. Czasem po wysłaniu matki do gazu brała malucha na ręce i śpiewała o zaginionym skarbie. Zabierała na blok, stroiła w ładne ubranka, by po kilku dniach osobiście odprowadzić go do krematorium. Najbardziej kochała arię Cio-cio-san z Madame Butterfly Pucciniego. Zrywała nas w nocy z łóżek, bo tylko wtedy dźwięków nie zakłócały krzyki.” W spektaklu w Polin sopran tęskniącej za Pinkertonem gejszy z Nagasaki zostaje zastąpiony skrzypcami, na których z wirtuozerią zagrała Magdalena Sokalska. Mroczne, bogate tony nadały arii „Un bel di vedremo” dramatyczny wymiar, a z drugiej strony jaśniejsze, bardziej mosiężne brzmienie podkreśliło pełne nadziei urojenia bohaterki.

Joanna Niemirska wchodzi na scenie w rolę słynnej przed wojną śpiewaczki Doris Wilmanowski, która fragmenty swoich popisowych ról wykonywała prawie do śmierci z wycieńczenia. „Gdy gramy nasze melodie, dziewczyna idąca w szeregu upada twarzą w błoto. Koleżanka łapie ją za ręce i próbuje ciągnąć. Jeszcze kawałek. Ale tamta z błotem w resztce włosów i w ustach jest naprawdę ciężka. Mandel podchodzi i wymierza jej kopniaka. To bez znaczenia, bo dziewczyny już nie ma. Zdziera z niej sukienkę. Teraz przy wszystkich. Rzuca w błoto obok. Gdy wszyscy przejdą, gdy zabiorą trupa razem z kilkunastoma innymi, sukienka zostanie” – mówi Doris.

Te publiczne występy muzyczne w Auschwitz były formą propagandy nazistowskiej. Jeśli ktoś odwiedzał obóz, słyszał muzykę graną przez zdrowo wyglądających ludzi, nie widząc wycieńczonych i głodujących więźniów. Miejscowi mogli iść spać wierząc, że przetrzymywanych traktuje się sprawiedliwie i humanitarnie.