Wszystkie reżimy mają datę przydatności do spożycia, ale mają też pewien wpływ na to, kiedy ten moment nastąpi
Magazyn DGP 26 lipca / Dziennik Gazeta Prawna
Korea Północna w kulturze popularnej i dyskursie publicznym pełni funkcję uniwersalnego straszaka – każdy polityk o autorytarnych zapędach musi się liczyć z tym, że zostanie obwołany lokalnym Kimem, chcącym zamknąć całe społeczeństwo w obozach pracy. „I będzie jak w Korei Północnej” – piszą ludzie na forach internetowych. Problem jednak w tym, że niezbyt dobrze wiemy, jak jest w Korei Północnej. Nie wiedzą tego z pewnością czytelnicy reportaży z kategorii „co udało mi się sfotografować spod pachy w Pjongjangu”: można przypuszczać, że reżim północno koreański nie tylko ściśle monitoruje oficjalny przebieg wizyt obcokrajowców, lecz także wie, co i gdzie można tam sfotografować spod pachy. Podobnie pewną nieufność budzą seryjnie wydawane świadectwa uciekinierów z KRLD. I nie chodzi tu nawet o to, że są zafałszowane, bo z reguły nie są (choć bywają podkolorowane). Totalitarne państwa istotnie ogłupiają, głodzą, zabijają i niewolniczo eksploatują zastępy swoich obywateli. Rzecz w tym, że owe relacje przedstawiają tylko część prawdy o kieszonkowym imperium Kimów, tę część, która działa silnie na emocje. Emocje łatwiej sprzedać, właściwie to banalna obserwacja, nieodnosząca się, rzecz jasna, wyłącznie do spraw koreańskich.
Sun Heidi Sæbø, „Kim Dzong Un. Szkic portretu dyktatora”, przeł. Iwona Zimnicka, Czarne 2019 / DGP
Reklama

Stagnacja czy strategia?

Reklama
W poszukiwaniu książki popularnej, ale rzeczowej, stonowanej emocjonalnie i świadomej informacyjnych luk – Korea Północna pozostaje w wielu wymiarach, choćby w dziedzinie ruchów kadrowych, wśród partyjnych elit, nieczytelna nawet dla fachowców i służb wywiadowczych – warto się zwrócić ku reportażowi „Kim Dzong Un. Szkic portretu dyktatora” norweskiej dziennikarki Sun Heidi Sæbø. Czytanie Korei Północnej przypomina niegdysiejsze analizy dynamiki zmian w sowieckiej wierchuszce na podstawie tego, kto się pojawia (i kto się już nie pojawia) na zdjęciach reprodukowanych w „Prawdzie”. Książka Norweżki pomaga w uchwyceniu odpowiedniego kontekstu – przykładowo, w zrozumieniu, dlaczego jest ważne, w jakim stroju Kim Dzong Un dał się uwiecznić nadwornemu fotografowi podczas gospodarskiej wizyty w wytwórni cukierków.
Sæbø wskazuje na podstawowy paradoks w naszym potocznym rozumieniu północno koreańskiej osobliwości: KRLD w dzisiejszym świecie późnego kapitalizmu, świecie zglobalizowanym, technokratycznym, ale też stawiającym czoła nowym wyzwaniom w rodzaju globalnego ocieplenia bądź kryzysu migracyjnego, sprawia wrażenie przedziwnej skamieliny. Jest niczym ryba latimeria, która wciąż pływa w Oceanie Indyjskim, w cielesnym kształcie niezmiennym od 70 milionów lat, mimo że miała dawno wymrzeć. Wspomniane już obrazki z Północnej Korei – te milicjantki w postawie zasadniczej pilnujące opustoszałych skrzyżowań wielopasmowych arterii, te potworne pomniki i portrety wodzów, te betonowo-kamienne pałace, które wystawia sobie tamtejsza władza w stylu dalekowschodniego Nazi-Kunst – ogląda się po trosze dla hecy, a po trosze, by poczuć dreszczyk niepokoju. Oto coś na kształt rzeczywistości alternatywnej, coś, co w ogóle nie powinno istnieć. Tymczasem – wskazuje Sæbø – trzeba sobie zadać jedno kluczowe pytanie: dlaczego to istnieje? Paradoks polega na tym, że pod statyczną, niby zatrzymaną w czasie zewnętrzną skorupą, toczy się życie. Korea Północna nie jest latimerią, ona ewoluuje, zmienia się, szuka swojej ścieżki przetrwania.
Wszystkie reżimy mają datę przydatności do spożycia, ale mają też pewien wpływ na to, kiedy ten moment nastąpi. Najlepszym przykładem są tu Chiny – chińska partia dokonała radykalnej transformacji kraju od maoistowskiego komunizmu do państwowego kapitalizmu, znacznie powiększając ludziom zakres swobody konsumpcyjnej (i wytwarzając coś na kształt klasy średniej) bez demokratyzacji i poluzowania indywidualnych swobód obywatelskich (ostatnie pomysły z systemem cyfrowej punktacji „za dobre sprawowanie” wskazują, że nawet wręcz przeciwnie: kontrola się wzmacnia). To się zdawało niemożliwe. Chiny miały się przecież załamać pod własnym ciężarem.

Atomowa nowoczesność

Oczywiście KRLD nie jest fabryką świata, nie ma więc do dyspozycji środków finansowych pozwalających na przebudowę gospodarki i cyfrowe zniewolenie swoich obywateli. Dlatego północnokoreańskim fetyszem politycznym nie był etatystyczny, jednopartyjny kapitalizm (choć i tu sprawy ulegają zmianie), lecz atom. A ściślej: bomba. Od kiedy państwo Kimów dysponuje bronią jądrową i rakietami zdolnymi przenosić głowice nad terytorium Stanów Zjednoczonych, jego zalegitymizowane istnienie jest w zasadzie nie do zakwestionowania. Swoją drogą, opisywana przez Sæbø historia wyjątkowo nieudolnych negocjacji prowadzonych przez wspólnotę międzynarodową z KRLD w sprawie atomu wskazuje na to, jak łatwo było zlekceważyć obrażalskich facecików w śmiesznych mundurkach. Tymczasem oni znali swój wytyczony cel i przez dekady, zresztą pod chińskim patronatem, cierpliwie go realizowali.
Korea Północna na swój sposób uczestniczy w nowoczesności. Posiada rozproszoną po całym świecie armię hakerów i szpiegów cyfrowych. Produkuje i rozprowadza narkotyki. Produkuje nowoczesną broń i handluje nią. Pierze pieniądze. Przez łańcuchy podstawionych spółek omija sankcje gospodarcze. W pewnym sensie kroczy w awangardzie globalizacji. To wszystko odbywa się w ukryciu, za zasłoną, zgodnie z zasadą, że mniejszy gracz może zyskać przewagę, jeśli o swoich potężniejszych przeciwnikach wie więcej niż oni na jego temat. Sæbø proponuje nam jednak spojrzenie przez niespodziewanie ujawnioną szczelinę w tej, zdawałoby się, litej zasłonie. Tą szczeliną jest, według norweskiej dziennikarki, mord polityczny, jakiego w 2017 r. dokonały na lotnisku w malezyjskim Kuala Lumpur północnokoreańskie tajne służby na Kim Dzong Namie, najstarszym synu Kim Dzong Ila, przyrodnim bracie Kim Dzong Una, obecnego władcy KRLD.
Cała ta historia zdaje się wyjęta z jakiegoś thrillera szpiegowskiego – oto 13 lutego przy punkcie automatycznej odprawy na ruchliwym lotnisku Sepang dwie młode kobiety stanęły na chwilę przy przysadzistym panu z nadwagą: jedna odwróciła jego uwagę, druga, stojąca za nim, wtarła mu w twarz błyskawicznym, wytrenowanym gestem jakąś bliżej nieokreśloną substancję. Potem obie odbiegły. Sama akcja trwała niecałe trzy sekundy. W ciągu kolejnych kilkudziesięciu minut ofiara ataku zmarła – otruta, jak się okazało, bronią chemiczną VX, gęstą cieczą o konsystencji oleju samochodowego.

Klucz do wielu drzwi

Urodzony w 1971 r. Kim Dzong Nam, niedoszły następca północnokoreańskiego „tronu”, po części nieudacznik, pijak i błazen, po części subtelny intelektualista i poliglota, satelita reżimu od lat krążący po Azji, miał wiele twarzy. Według Sæbø prześledzenie jego biografii i wyjaśnienie jego osobliwej śmierci mogą dostarczyć kluczy do wielu sekretów państwa Kimów, w tym także (a może przede wszystkim) do osobowości i strategii Kim Dzong Una.
Inteligentnie skonstruowana książka Sæbø relacjonuje dzieje śledztwa w sprawie wspomnianego morderstwa oraz późniejszego procesu, jaki wytoczono Wietnamce Đoàn Thi Huong i Indonezyjce Siti Aisyah (był to bardzo dziwny, sterowany politycznie proces – w każdym razie obie panie są już na wolności).
Wychodząc od kolejnych informacji pojawiających się w śledztwie i w czasie procesu, norweska dziennikarka zagłębia się w historię KRLD i dynastii Kimów. Przypomina i objaśnia najważniejsze momenty oraz punkty zwrotne tej historii – począwszy od zakończenia japońskiej okupacji i niebywale krwawej wojny koreańskiej, przez formowanie się ideologii dżucze, wielki głód lat 90. i program atomowy, po zarządzoną przez Kim Dzong Una czystkę kadrową, w trakcie której życie straciło kilkuset wpływowych członków najwyższych władz (paru z nich, przy udziale licznej publiczności, rozstrzelano z działek przeciwlotniczych). Do czego Kim Dzong Unowi była ta demonstracja siły (która zagarnęła także niektórych dalszych członków jego rodziny)? Czy jest szansa na powolny demontaż reżimu? Czy w KRLD istnieją jakieś inne ośrodki władzy poza klanem Kimów? Czy Korea Północna pójdzie drogą Chin? I wreszcie – dlaczego Kim Dzong Nam, człowiek bardzo użyteczny dla Pjongjangu, w ogóle został zamordowany? Książka Sæbø, nawet jeśli nie udziela pełnych odpowiedzi na te pytania, to pokazuje, gdzie można ich szukać w gąszczu masek i dezinformacji.
Sun Heidi Sæbø, „Kim Dzong Un. Szkic portretu dyktatora”, przeł. Iwona Zimnicka, Czarne 2019