O tym, że mocarstwa już nie wycofają się z pomysłu utworzenia niepodległej Polski, zdecydowało trzech ludzi. Za pierwszym szalała Ameryka, drugi nią rządził, trzeci wolał stać w cieniu
11 listopada otwierał w karierze Ignacego Paderewskiego nowy rozdział. Tego dnia w 1891 r. przypłynął do Ameryki, by tydzień później dać pierwszy koncert. Po nim, tam, gdzie grał pianista, sale pękały w szwach. Paderewski ruszył więc w pierwsze tournée po USA, dając w ciągu trzech miesięcy 109 występów. Zawitał też do Princeton, gdzie na uniwersytecie profesurę otrzymał właśnie specjalista od prawa konstytucyjnego Thomas Woodrow Wilson.
Paderewskim zainteresował się też wpływowy lobbysta Partii Demokratycznej Edward Mandell House. To on dostrzegł, że podczas partyjnych konwencji rzeczą najważniejszą jest zadbanie o „własny tłum”, który reaguje na liderów według wcześniej przygotowanego scenariusza. Dla niego obserwowanie, jak pianista z Polski zdobywa serca tłumów, stanowiło cenny materiał poglądowy.