statystyki

Umierające serce Ameryki: Reportaże o realiach narkotykowej polityki

autor: Piotr Kofta18.08.2018, 10:30
Książki Hariego i Quino nesa są opowieściami o kryzysie Ameryki.

Książki Hariego i Quino nesa są opowieściami o kryzysie Ameryki.źródło: ShutterStock

Dwa reportaże o realiach narkotykowej polityki i rynku to w gruncie rzeczy opowieści o wielkich społecznych depresjach i dynamice współczesnego kapitalizmu: „Ścigając krzyk. Dzieje wojny z narkotykami” oraz „Dreamland. Opiatowa epidemia w USA.

P opkultura lubi narkotyki, bo napędzają one każdą fabułę. Nie dość, że są idealnym McGuffinem, przedmiotem nadającym motywację działaniom bohaterów (wystarczy przechodząca z rąk do rąk walizeczka pełna paczuszek z białym proszkiem), to jeszcze niezawodnie wprowadzają kontekst zła. W popkulturze narkotyki są symbolem gwałtu na niewinności, przejścia na stronę mroku, porzucenia społecznego ładu na rzecz psychopatycznego egoizmu, wreszcie – znakiem firmowym zorganizowanej przestępczości bezlitośnie ściganej przez stróżów prawa. Kto zażywa narkotyki albo nimi handluje, grzeszy. I płaci za to: najczęściej życiem, chociaż trafniej byłoby powiedzieć, że potępieniem, ponieważ narkotyki funkcjonują w kulturze popularnej jako nowoczesna metafora diabelskiego uwiedzenia.

Należało im się

Ciekawe, że alkohol i nikotyna nie budzą w naszym kręgu kulturowym takich skojarzeń. Przypuszczalnie więc demonizm narkotyków – ich niewątpliwa faktyczna szkodliwość to całkiem inna sprawa – musi być jakimś ideologicznym konstruktem. Towarzyszy mu przekonanie, że narkomania jest świadomym wyborem i aktem wyrzeczenia się odpowiedzialności za swoje życie. Trudno ustawicznie pomagać komuś, kto sam zdecydował, że się zgładzi. Być może po prostu był złym człowiekiem. Oczywiście narkoman uzależniony, powiedzmy, od heroiny w pewnym sensie staje się złym człowiekiem – kradnie, oszukuje, zdradza. To bardzo ułatwia moralny osąd nad nim: szumowiny najzwyczajniej w świecie dostają od losu to, na co sobie zasłużyły. Wedle podobnego wzorca rozumowania biedni pozostają biedni, ponieważ nie chce im się pracować.


Pozostało jeszcze 65% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie