statystyki

Popkulturowy Wietnam. Filmowa wizja wojny

autor: Piotr Kofta24.03.2017, 06:54; Aktualizacja: 24.03.2017, 08:54
Popkulturowy Wietnam. Filmowa wizja wojny

Popkulturowy Wietnam. Filmowa wizja wojnyźródło: ShutterStock

Naszą wyobraźnię o wojnie w Wietnamie ukształtowało kino. Żeby odkłamać ten filmowy obraz, warto wsłuchać się w głosy tych, którzy widzieli ją na własne oczy.

Wojny mają to do siebie, że nie kończą się wraz z zawieszeniem broni, wycofaniem oddziałów albo podpisaniem kapitulacji – dająca się odnaleźć w kalendarzu data „końca wojny” jest jedynie momentem, w którym rzeczona wojna rozpoczyna swoje drugie życie, egzystencję niedającego się zabić zombie, tym razem w zbiorowej pamięci.

To drugie życie bywa nie mniej burzliwe od pierwszego, jako że konkurujące wersje przeszłości służą rozmaitym celom politycznym i kulturowym, przede wszystkim zaś budowaniu spójnych narracji tożsamościowych. Na tym emocjonalnym froncie gra się nie o prawdę, lecz o moralne zwycięstwo bądź jednoznaczne uznanie statusu ofiary. Ewentualnie, jeśli w grę wchodzi rozliczenie niemożliwych do wymazania zbrodni, o skuteczne rozmycie odpowiedzialności za popełnione czyny. Da się więc powiedzieć, że – przykładowo – II wojna światowa nadal jest rozgrywana w realiach fundamentalnie sprzecznych ze sobą „polityk historycznych”. Właściwie nie tyle nawet II wojna, ile liczne wojny, lokalne i globalne, które się na nią sumarycznie złożyły, a które wciąż mogą być przydatne w dyplomacji, zarządzaniu konfliktem albo marketingu wyborczym, czy to na potrzeby polityki międzynarodowej, czy akurat wewnętrznej (ta różnica dość mocno się współcześnie zatarła). To dlatego rosyjska administracja gloryfikuje Stalina jako wielkiego wodza w wojnie ojczyźnianej, który zwycięstwem nad III Rzeszą niejako odkupił wcześniejsze ludobójcze grzechy. To dlatego Niemcy – a trudno ich posądzić o wypieranie się odpowiedzialności za nazizm – przypominają raz po raz o setkach tysięcy cywilnych ofiar alianckich nalotów w niemieckich miastach. I to dlatego rządząca w Polsce partia, nie umiejąc się podłączyć pod patriotyczną legendę Armii Krajowej, forsuje konkurencyjną, nacjonalistycznie motywowaną narrację o tzw. żołnierzach wyklętych. Stąd naturalnie wielka afera wokół kontrowersyjnych publikacji Jana Tomasza Grossa stawiających hipotezę o pomocniczej roli Polaków w niemieckim dziele Holocaustu.

Ciężki nokaut po dziwnej walce

Może się zdarzyć również tak, że wojna wpędza przegranych – zwłaszcza przegranych, którzy nie spodziewali się porażki – w tak głęboki kryzys poczucia własnej wartości, że wydobyć się z niego można wyłącznie dzięki mozolnej pracy nad konstruowaniem nowych wzorów społecznej pamięci. Sedno sprawy niekoniecznie tkwi tu nawet w odzyskiwaniu godności i wstawaniu z kolan, choć to także istotne, lecz sprowadza się do elementarnej potrzeby zrozumienia, wytłumaczenia sobie, co się właściwie stało, ewentualnie stworzenia ad hoc jakiejś racjonalizacji redukującej potężny dysonans poznawczy. To jest, by użyć przenośni, sytuacja bokserskiego championa wagi ciężkiej, który został ciężko znokautowany przez małego, szczupłego nastolatka, a przy tym absolutnie żadne z dotychczasowych życiowych doświadczeń nie przygotowało go na taką okoliczność.

To jest – a raczej była – sytuacja Stanów Zjednoczonych po wojnie w Wietnamie.


Pozostało 83% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie