statystyki

Gala oscarowa może w tym roku zamienić się w konfrontację Hollywood z Trumpem

autor: Radosław Korzycki24.02.2017, 07:18; Aktualizacja: 24.02.2017, 10:01
Tegoroczna gala może zamienić się w konfrontację Hollywood z Donaldem Trumpem.

Tegoroczna gala może zamienić się w konfrontację Hollywood z Donaldem Trumpem.źródło: ShutterStock

Tegoroczna gala może zamienić się w konfrontację Hollywood z Donaldem Trumpem. Ale nagrody Akademii zawsze były okazją do wygłaszania wykładów o moralności. Czasami skutecznych.

Oscary będą wyglądały tak jak wasz Facebook i Twitter. Dlaczego na trzy godziny mamy ignorować to, o czym mówimy przez całą dobę?” – zapowiadał Lin-Manuel Miranda, nominowany za piosenkę do filmu „Vaiana – skarb oceanu”. To znaczy, że ceremonia będzie pełna polityki. Preludium starcia z Trumpem mieliśmy już w listopadzie ubiegłego roku, kiedy obsada musicalu „Hamilton” z Mirandą na czele przypomniała obecnemu na widowni wiceprezydentowi Mike’owi Pence’owi, że administracja prezydencka ma obowiązek pracować dla wszystkich Amerykanów i bronić uniwersalnych wartości.

Wiadomo, że Hollywood jest, delikatnie mówiąc, nieprzychylny administracji 45. Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Kontrowersje pojawiły się na długo przed oscarową nocą, gdy okazało się, że do Los Angeles – z powodu wprowadzonego przez Trumpa zakazu – nie będzie mógł przyjechać nominowany za film „Klient” irański reżyser Asghar Farhadi. I nawet gdy Departament Stanu cofnął prezydencki dekret, artysta, który ma już na koncie jedną nagrodę Akademii, zapowiedział, że zbojkotuje oscarową ceremonię.

Jednak czy podobne imprezy są miejscem do udzielania władzy pouczeń i wygłaszania wykładów na temat moralności? Nie wszystkim się ten związek show-bizne su z polityką podoba: – Nie ma w tym nic dziwnego, kiedy dokumentalista wykorzystuje 45 sekund bycia w centrum uwagi całego świata, aby raz jeszcze poruszyć temat swojego filmu. Ale kiedy aktor odbiera nagrodę za film, który nie ma nic wspólnego z dyskryminacją, wykluczeniem, globalnym ociepleniem czy innymi ważkimi dla świata tematami, a czuje potrzebę wygłoszenia moralizatorskiej przemowy, łatwo o zjawisko znane jako syndrom Susan Sarandon. Widzowie są zniesmaczeni paternalistycznym tonem gwiazdy, która ich z wyższością poucza – mówi DGP Owen Gleiberman, publicysta filmowy „Variety”. A jednak często aktorzy próbują po swojemu naprawiać świat. Czasami z pozytywnym skutkiem.

Przełamywanie granic

Dwunasta ceremonia oscarowa odbyła się w lutym 1940 r. Triumfowało wówczas „Przeminęło z wiatrem”, epos o wielkości i upadku niewolniczego Południa, dziś klasyk nad klasykami. Na Południu wciąż obowiązywała segregacja rasowa – organizatorzy oficjalnej premiery w Atlancie zakazali uczestnictwa czarnoskórej Hattie McDaniel, odtwórczyni roli wyrozumiałej niani głównej bohaterki. Oburzony Clark Gable, przyjaciel aktorki, zagroził, że wobec tego zbojkotuje uroczysty pokaz. McDaniel przekonała go jednak, że nie ma co walczyć z wiatrakami. Ale do podobnej sytuacji doszło parę tygodni później podczas rozdania Oscarów. Hattie otrzymała nominację za najlepszą rolę drugoplanową, ale nie wpuszczono jej na czerwony dywan. Weszła drzwiami dla obsługi. Wręczająca nagrodę Fay Bainter, zanim odczytała werdykt, powiedziała: „Akademia honoruje całą Amerykę, Amerykę, jaką kochamy i dajemy jej to, co najlepsze, niezależnie od koloru skóry”. Zwyciężczynią okazała się McDaniel, która oznajmiła, że to wyróżnienie dla wszystkich czarnoskórych w Hollywood. Tak zaczęła się emancypacja Afroamerykanów w przemyśle filmowym.

Jej milowym krokiem będzie niedzielna ceremonia, bo wśród nominowanych znalazło się sześcioro czarnoskórych aktorów oraz ponad tuzin dokumentalistów, scenarzystów, muzyków i dopiero trzeci w historii reżyser, Barry Jenkins. Swoją drogą, gdy w ubiegłym roku nominacje zdobyli wyłącznie biali aktorzy, w mediach społecznościowych furorę zrobiło hasło #OscarsSoWhite (Oscary tak białe) – być może ono pomogło także Akademii zwrócić uwagę na rasowe zróżnicowanie w Hollywood.

Zimna wojna to okres niesławnego polowania na czarownice, czyli szukania prawdziwych i domniemanych komunistów, także wśród ludzi filmu. Scenarzysta Dalton Trumbo w 1947 r. odmówił odpowiedzi na pytanie „Czy jesteś lub byłeś członkiem partii komunistycznej?”, wskutek czego trafił na czarną listę i stracił możliwość pracy w amerykańskiej kinematografii. W 1950 r. trafił na 11 miesięcy do więzienia. Napisał potem kilka scenariuszy. Za dwa – „Rzymskie wakacje” i „The Brave One” – zdobył Oscary, ale jego nazwisko nie pojawiało się w czołówkach filmów, nie mógł też odebrać nagród. Dopiero po 30 latach Akademia zrehabilitowała i przeprosiła Trumbo oraz wysłała mu statuetki z wygrawerowanym jego nazwiskiem. Ale duch polowania na czarownice dalej wisi nad Akademią. Gdy w 1999 r. reżyser takich klasyków, jak „Tramwaj zwany pożądaniem” czy „Na nabrzeżach” Elia Kazan odbierał honorowego Oscara, to część publiczności – w tym Ed Harris i Nick Nolte – buczała. Kazan w mrocznych latach 50. donosił na swoich kolegów.


Pozostało jeszcze 74% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • remick(2017-02-25 12:53) Zgłoś naruszenie 00

    Hollywood zawsze bylo w wiekszosci bolszewickie, dlatego McCarthy wlasnie od nich zaczal czystke w US przeciwko bolszewikom...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie