Pisać o niczym wcale nie jest tak łatwo” – zaczyna swoją ostatnią książkę jedna z najważniejszych postaci w historii rocka. Jak się szybko okazuje, Patti Smith ma jednak o czym pisać i robi to wybornie, mieszając wspomnienia sprzed lat z przemyśleniami na temat współczesnych wydarzeń. Czy pisała w swoim pokoju „z jednym świetlikiem, biurkiem, łóżkiem, marynarską banderą wojenną mojego brata, zwiniętą i związaną jego ręką, i stojącym w kącie pod oknem małym fotelem, obitym wytartym płótnem”, czy w swojej ulubionej nowojorskiej kawiarni, nieczynnej już Café ‘Ino, czy innych kafejkach w różnych częściach globu, towarzyszyła jej kawa. Smith opisuje nawet swoją podróż do meksykańskiego Veracruz. W okolicznych górach, według Williama Burroughsa, rośnie bowiem najlepsza kawa na świecie.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Smith nie boi się szczerości, opowiada o bardzo osobistych sprawach, ujawniając przy tym swoje fascynacje literaturą, malarstwem, kinem. Opowiada o swoich podróżach i ciekawych spotkaniach. Jedną z nich jest wyprawa do Rejkiawiku i spotkanie z Bobbym Fisherem. Wieczór spędzony w miejscu, w którym w 1972 roku stoczył szachową wojnę z Borisem Spasskim, Fisher skończył śpiewając przeboje Chucka Berry’ego. Jak zdradza Smith – w kiepskim wykonaniu. Tę zabawną opowieść Smith ilustruje zdjęciem stolika szachowego, przy którym grali Spasski i Fisher.

Zdjęć jest w książce więcej. Smith fotografowała mieszkanie Fridy Kahlo czy grób Sylvii Plath. Jej zdjęcia są często niewyraźne, jakby poruszone, są zapisem chwili. Zupełnie jak jej teksty. Smith zdradza fascynację malarstwem Williama Turnera i Jacksona Pollocka, kinem Akiry Kurosawy, książkami Alberta Camusa, Roberta Bolano, Arthura Rimbauda, Harukiego Murakamiego, literaturą rosyjską, japońskimi pisarzami Ryunosuke Akutagawą i Osamu Dazai. Potrafi pisać o nich w fascynujący sposób: „Akutagawa był przeklęty wewnętrznie, Dazai przeklął sam siebie. Z początku chciałam napisać coś o nich obu. Śniło mi się, że siedzę przy biurku, przy którym pracował Akutagawa, wahałam się jednak, czy zakłócać mu spokój. Dazai to inna historia. Jego duch unosił się wszędzie niczym nawiedzona skacząca fasolka. Był nieszczęśliwym człowiekiem, pomyślałam, a potem wybrałam go na swojego bohatera”.

W nie mniej efektowny sposób Smith opisuje swoich ulubionych bohaterów seriali kryminalnych. Potrafi zamknąć się w hotelu na kilka dni, by obejrzeć duński serial „The Killing” z inspektor Sarah Lund w roli głównej, której Patti poświęca cały rozdział. Pisze o niej „Flamandzka Madonna o oczach kobiety z lasu, która sypiała z diabłem”.

Na zmianę z opisem swoich fascynacji Patti przywołuje wspomnienia sprzed lat. Wiele z nich dotyczy jej męża Freda Smitha. Jej wielka miłość zmarła w połowie lat 90., zaraz po nim jej ukochany brat Todd. Nie unika również przemyśleń na swój temat. Smith otwarcie mówi: „Całkiem niedawno zdałam sobie sprawę, że przekroczyłam jakąś granicę, nieświadomie odziana w prawdę swoich lat. Dzisiaj jestem starsza niż moja miłość, moi przyjaciele, którzy już odeszli. Być może będę żyła tak długo, że Nowojorska Biblioteka Publiczna zostanie zmuszona przekazać mi laskę Virginii Woolf. Opiekowałabym się nią w jej zastępstwie, podobnie jak kamieniami z kieszeni pisarki”. Na szczęście dodaje: „Ale żyłabym dalej, nie godząc się na to, by odłożyć pióro”.

Pociąg linii M | Patti Smith | przeł. Maciej Świerkocki | Czarne 2016