Wiedziałam, że jest wykwalifikowanym lekarzem i autorką bestsellerów. O tym, że umie komponować, nie miałam pojęcia. Walc „Incendio”, pełniący kluczową rolę w powieści „Igrając z ogniem”, powstał naprawdę i napisała go sama Tess Gerritsen. Zgodnie z oczekiwaniami brzmi trochę niepokojąco, trochę rzewnie. To piękny utwór. „Usłyszałam tę melodię we śnie. Gdy tylko się obudziłam, zagrałam na pianinie pierwsze takty i nagrałam wszystko na dyktafon w komórce” – opowiada Tess, gdy spotykam ją przy okazji jej wizyty w Polsce. Pisarka dodaje, że dorastając w rodzinie chińskich imigrantów w Ameryce, zdobyła całkiem solidne muzyczne wykształcenie: uczyła się grać na fortepianie i skrzypcach. Rodzice chcieli jednak, by miała konkretny zawód. Gdy jako 7-latka napisała pierwszą książkę i oznajmiła ojcu, że zostanie pisarką, usłyszała kategoryczne „nie”. Ukończyła studia medyczne, by spełnić oczekiwania taty. To, że potrafi utrzymać się z pisania, musiała dopiero udowodnić. „Kiedy ojciec uznał, że dokonała pani słusznego wyboru, stawiając na pisarstwo?” – pytam. „Ojciec chorował na alzheimera i nie do końca zdawał sobie sprawę z moich pierwszych sukcesów, ale mama je doceniła” – opowiada Tess, sprawiająca wrażenie osoby, w której życiu nic nie wydarzyło się przypadkiem.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Nie żałuje, że zrezygnowała z medycyny – pisanie jest tym, co kocha. Ale wiedzę medyczną wykorzystała w swoich najpoczytniejszych thrillerach. „Ludzie chcieli wiedzieć, co się dzieje za drzwiami sal operacyjnych, jaki zapach ma krew, jakie to uczucie przecinać skalpelem powłoki skórne” – tłumaczy. Ona mogła im o tym opowiedzieć w swoich książkach. Także zło fascynuje ją w medycznym, naukowym wymiarze. Przekonuje ją teoria o tym, że istnieje gen zła, który może być przekazywany z pokolenia na pokolenie. Przyznaje mi rację, gdy oponuję, że zło równie dobrze może brać się z nieszczęścia, desperacji, warunków, w jakich żyjemy i dorastamy. Ale teorii związanej z genetyką też nie da się wykluczyć. Ta ostatnia przy okazji zdaje się dużo bardziej mroczna i lepiej sprawdza się w książkach.

W najnowszej powieści Tess Gerritsen, „Igrając z ogniem”, zło wiąże się z tym, co kojarzymy z pięknem i niewinnością. Katalizatorem, który je uwalnia, okazuje się utwór muzyczny – wspomniany walc, do którego nuty bohaterka książki znajduje w jednym z antykwariatów w Rzymie. Fascynuje ją niepokojąca melodia. Czy to jednak możliwe, by grany przez Julię walc wydobywał z jej 3-letniej córeczki najmroczniejsze instynkty? Im większa obsesja zaczyna ogarniać bohaterkę na punkcie utworu, tym bardziej kobieta zaczyna obawiać się swojego dziecka. „Dopuszczam możliwość istnienia złych dzieci, których zachowań nie da się logicznie wytłumaczyć” – mówi Tess. Opowiada mi o dziecku swoich znajomych, które z beznamiętnym wyrazem twarzy potrafiło kogoś uderzyć lub zranić. Zresztą wiele nawet najniezwyklejszych historii, opisanych w jej książkach, wydarzyło się naprawdę. Choćby ta o kobiecie, którą znaleziono nieprzytomną w wannie. Lekarze uznali ją za zmarłą w wyniku przedawkowania leków. Obudziła się parę godzin później – w plastikowym worku zasuwanym na suwak. Wyczytana w gazecie historia zainspirowała potem „Autopsję”. „Przeglądanie gazet należy do mojej pracy” – przyznaje Gerritsen. Z pewnym przerażeniem przysłuchuję się uśmiechniętej pisarce, która jak z rękawa sypie opowieściami o ludziach niemal pogrzebanych żywcem w wyniku błędnej opinii lekarza, seryjnych mordercach oraz dzieciach i zwierzętach, które szóstym zmysłem rozpoznają złych ludzi w swoim otoczeniu. Zresztą i same dzieje medycyny potrafią dziś przyprawiać o gęsią skórkę. Sporo rozmawiamy o „Ogrodzie kości”, najlepszej według mnie powieści Tess Gerritsen, opowiadającej o czasach, gdy nieświadomi istnienia bakterii lekarze, zamiast leczyć, przenosili choroby na kolejnych pacjentów.

Tym razem jednak autorkę „Umrzeć po raz drugi” zainspirowała historia. „Walc przyśnił mi się, kiedy byłam w Wenecji, świętując swoje urodziny” – mówi pisarka. – „W tamtym czasie zawędrowałam do dawnej dzielnicy żydowskiej. Zobaczyłam tablice poświęcone pamięci weneckich Żydów deportowanych do obozów śmierci podczas drugiej wojny światowej. To uświadomiło mi, jak niewiele wiedziałam dotąd o losach włoskich Żydów w czasie reżimu Mussoliniego”. W ten sposób wszystko złożyło się w całość: melodia walca, opowieść o złym dziecku i historia zagłady Żydów z Wenecji. „Igrając z ogniem” to kolejny bestseller, który zadowoli gusta wielbicieli thrillerów i powieści grozy.

Czy zawsze wszystko tak łatwo się układa? „O, nie” – kręci głową Tess, – „Nigdy nie jest łatwo”. Praca nad każdą książką to męka, której towarzyszą liczne chwile zwątpienia. Ktoś mógłby nazwać Tess Gerritsen tytanem pracy. Ona sama zaprzecza. Książka rocznie to jej zdaniem lenistwo.

Igrając z ogniem | Tess Gerritsen | przeł. Andrzej Szulc | Albatros 2016