źródło: Dziennik Gazeta Prawna

PROZA Kolumbijskiego pisarza średniego pokolenia Jorge Franco chętnie nazywa się następcą Gabriela Garcíi Márqueza. Rzecz zdawałaby się z gruntu podejrzana, bo wydawcy, jak wiadomo, miewają niereformowalny zwyczaj wciskania czytelnikom na siłę rzekomo nowych Hemingwayów, nowych Houellebecqów, nowych Stephenów Kingów czy nowych Gombrowiczów. O reklamowanych następcach mistrzów skandynawskiej literatury kryminalnej nie warto nawet wspominać, bo tych nie sposób się doliczyć. Z Franco sytuacja okazuje się o tyle odmienna, że podobno to sam Márquez był skłonny widzieć w nim swojego sukcesora. Dużo się mówi o realizmie magicznym powieści Franco, a już samo to sytuuje go blisko twórczości jego wielkiego rodaka. Realizm magiczny w wydaniu Franco nie jest jednak tym, którego z nadzieją mogliby oczekiwać zagorzali fani „Stu lat samotności”. W najnowszej powieści Jorge Franco „Dzika bestia” baśniowość łączy się i z tragizmem, i z okrucieństwem, ale przede wszystkim nieokiełznanym wariactwem, bo nie bez kozery niektórzy dopatrują się u Franco ciągot w stronę estetyki kina Tarantino i braci Coen.

Krytycy niejednokrotnie wskazywali na walory języka prozy Franco, ale to język niełatwy i wcale nieprzyjazny potoczystej lekturze. Bywa pełen zgrzytów, pozbawiony zbędnej kwiecistości. Jest tu coś, co każe odnosić wrażenie, jakby od czasu do czasu w całym mechanizmie opowieści zacinało się któreś z kół zębatych, nie dając całości rozkręcić się na dobre. Miało być bajkowo, więc oto bajka: nad kolumbijskim miastem Medellin stoi imponujący zamek, zamieszkany przez ekscentrycznego don Diego. Jest też, jak to w baśniach bywa, strzeżona w zamku księżniczka. Izolda to ukochana córka don Diego, jego oczko w głowie. Tyle że akcja nie dzieje się w mitycznej krainie z książek fantasy, a w Kolumbii lat 70. ubiegłego wieku. Kiedy don Diego tworzy Izoldzie świat iluzji, miasto opanowują nędza, przemoc, wojny gangów narkotykowych. Powieść intryguje tym bardziej, że inspiracją dla niej miały być prawdziwe zdarzenia.

Dzika bestia | Jorge Franco | przeł. Andrzej Flisek | Prószyński i S-ka 2016

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

PROZA „Mam dwadzieścia cztery lata/ ocalałem/ prowadzony na rzeź” – tak w słynnych trzech wersach wiersza „Ocalony” opisał doświadczenie swojego pokolenia Tadeusz Różewicz. Do tego pokolenia należeli Zbigniew Herbert, Miron Białoszewski, Jerzy Ficowski i wielu innych. Nie wszyscy ocaleli: Baczyński, Gajcy zginęli, ale uniknęli traumy zmagania się ze wspomnieniem wojny. Nazywano ich potem Kolumbami. Roman Bratny był mniej lapidarny od Różewicza. Opowieści o generacji Kolumbów poświęcił trzy tomy i był pierwszym, który podjął ten temat w powojennej prozie. Powieść „Kolumbowie. Rocznik 20” ukazała się w 1957 roku. Bratny nie należał jednak do tego grona twórców swojego pokolenia, którym poglądy polityczne uniemożliwiały debiut przed postalinowską odwilżą. Po wyzwoleniu opowiedział się po stronie nowej władzy i pozostał zadeklarowanym komunistą. Trzeba zresztą pamiętać, że opinie o „Kolumbach...” w środowisku akowców były podzielone. Różnie reagowała także krytyka. „Powieść pod względem literackim jest mierna, a losy powstańców zbyt łatwo wpisane są w schemat młodzieżowej, zuchwałej przygody” – pisał literaturoznawca Zbigniew Jarosiński. Ale autor recenzji w tym samym tekście docenił wartość tomu trzeciego „Kolumbów” opisującego szykany młodzieży akowskiej po wojnie.

Bywało, że kpiono z twórczej płodności Bratnego, który swoich „Kolumbów” napisał zaledwie w jedenaście miesięcy. W latach komuny krążyły humoreski o tym, jak Zbigniew Herbert wyklinał Bratnego, któremu w Związku Literatów zawsze dostawał się najobszerniejszy przydział papieru. Dziś, gdy z roku na rok coraz mocniej staramy się podtrzymywać kult Powstania Warszawskiego, kiedy potrzebujemy filmów jak takich jak „Miasto 44” Komasy i lubujemy się w historycznych rekonstrukcjach, lektura „Kolumbów” powinna być dla nas ważna. Przecież liczą się bohaterowie: Jerzy, Malutki, Zygmunt, Czarny Olo, Basia, no i oczywiście Kolumb, którego pierwowzorami mieli być Stanisław Likiernik oraz, jak głosi legenda, kochający życie i nieposkromiony Krzysztof Sobieszczański. Pięknie pokazał akowską młodzież w serialowej adaptacji powieści Bratnego Janusz Morgenstern. Reżyser marzył o pełnometrażowym filmie o Kolumbach. Podobno są szanse, by taki film powstał.

Kolumbowie. Rocznik 20 | Roman Bratny | Albatros 2016