Im głębiej w książkę, tym robi się zabawniej i coraz mniej poprawnie. Czubaszek opowiada o własnym dzieciństwie, nieudanym pierwszym małżeństwie, poglądach na miłość, związek, macierzyństwo, starość.
FELIETONY „Muszę przyznać, że niechętnie wracam do przeszłości, zwłaszcza że nigdy nie pałałam miłością do historii. Bo co tu zresztą lubić● Ot, było, minęło. A jeszcze mniej lubię mówić o planach na przyszłość. Bo o czym tu mówić. Mnie jutro może szlag trafić. Każdy musi umrzeć, a ja już żyję tyle lat, że to w każdej chwili może mi się przydarzyć” – napisała we wstępie Maria Czubaszek. Smutno dziś czytać te słowa, wiedząc, że autorka nie doczekała premiery swojej ostatniej książki. Zgodnie jednak z zapowiedzią w tej antologii luźno powiązanych tekstów Czubaszek nie przejawia choćby śladowej skłonności do rozliczeń ani roztkliwiania się nad sobą. W „Nienachalnej z urody” satyryczka, wedle swojego zwyczaju, bywa kąśliwa, nie stroni od kontrowersyjnych wypowiedzi, ale jej rozbrajająca szczerość, choć czasem zdumiewa, wywołuje uśmiech sympatii. Żeby było fair, Maria Czubaszek złośliwości w pierwszym rzucie kieruje pod własnym adresem. Z humorem przytacza wypowiedzi hejterów wypominających jej brzydotę, której miał być winien nałóg papierosowy. Satyryczka wszystkim krytykom odparowuje, że palenie z jej aparycją nie ma wiele wspólnego, bo „nienachalna z urody” była już jako dziecko, kiedy nie paliła z całą pewnością. Przy okazji piętnuje współczesny kult piękna i gwiazdy skrzętnie ukrywające fakt, że urodę i młody wygląd zawdzięczają operacjom plastycznym. Im głębiej w książkę, tym robi się zabawniej i coraz mniej poprawnie. Czubaszek opowiada o własnym dzieciństwie, nieudanym pierwszym małżeństwie, poglądach na miłość, związek, macierzyństwo, starość, aborcję. Bywa malkontentką deklarującą, że nie znosi podróży, jedzenia, dzieci, spotkań z rodziną, a przyjaźni z kobietami unika jak ognia. Ale jej bezkompromisowość budzi szacunek.