SENSACJA | Skandynawski kryminał ugina się i trzeszczy pod ciężarem własnej sławy. Jeśli więc chcecie czegoś świeżego, przeczytajcie kryminał czeski, świetnego „Mężczyznę na dnie” Ivy Procházkovej
Zastanawiające, na ile narodowość twórcy, język, w którym pisze, albo rynek, na którym konkuruje z innymi, wpływają na formę, jaką wybiera on dla swojej powieści kryminalnej. W przypadku polskich kryminałów w zasadzie trudno o tego rodzaju determinizm: książki wydane w ostatniej dekadzie nie układają się w żaden czytelny schemat, nie czerpią też z żadnego wspólnego wzorca. To chyba dobra wiadomość, takie cechy przejawiają przeważnie rynki w fazie wzrostu. Rynki w fazie schyłkowej to zupełnie inna historia.
Przyjrzyjmy się na przykład „Sezonowi niewinnych” Samuela Bjorka, norweskiego pisarza porównywanego przez tamtejsze media do Jo Nesbo. Tego rodzaju triumfalistyczne porównania należy traktować ostrożnie, ale panów łączy nie tylko śmieszna literka w nazwiskach. Łączy ich również to, że Bjork kroczy utartą ścieżką wydeptaną przez Nesbo, więcej nawet, idzie szerokim traktem ubitym setkami stóp swoich skandynawskich poprzedników. Idzie uważnie, w wyrachowanej manierze, stosownie dobierając słowa i środki. Jest, krótko mówiąc, epigonem perfekcjonistą. To się sprzedaje (jak głosi blurb, „do ponad 30 krajów”).