W „Małym życiu” Hanyi Yanagihary piękny portret męskiej przyjaźni – również erotycznej – zderza się z absurdalnym i sztucznym nagromadzeniem nieszczęść i traum.
Ciekawymi ścieżkami chodzi współczesna powieść. Jude, główny bohater „Małego życia” Hanyi Yanagihary, jest wzorowym przykładem mściciela znanego z XXI-wiecznych kryminałów, mściciela, który bierze rewanż za krzywdy, głównie natury seksualnej, doznane w dzieciństwie. Różnica polega na tym, że mściciele z kryminałów okrutnie mordują swoich prześladowców albo ludzi, którzy w jakiś sposób owych prześladowców przypominają – Jude natomiast powoli i konsekwentnie morduje sam siebie.
„Małe życie”, drugą powieść pisarki pochodzącej z Hawajów, potężną, 800-stronicową prozę, przyjęto rok temu w świecie anglojęzycznym z niesłychanym entuzjazmem. Książka znalazła się w finałach najważniejszych nagród literackich (Man Booker Prize, National Book Award, Kirkus Prize – tę ostatnią przyznano właśnie jej), zyskała też miano bestsellera, chociaż nie jest to, mówiąc oględnie, lektura ani łatwa, ani przyjemna. Mam również poważne wątpliwości, czy mamy do czynienia z pozycją tak wybitną, jak zdają się sugerować amerykańskie media.