Czy Lianne La Havas to przyszłość neo soulu? Druga płyta wokalistki jest dowodem jej rozwoju i pokazuje, że udanie czerpie inspiracje z różnych kultur
Maj 2015, kolejny odcinek telewizyjnego muzycznego programu „Later... with Jools Holland”, w kolejce do którego ustawiają się najwięksi. Przy fortepianie sam Jools Holland, a obok oparta o instrument Lianne La Havas. Piękna czarnoskóra wokalistka w wytwornej białej sukni śpiewa nagrany po raz pierwszy już w latach 30. standard „Dream a Little Dream of Me”, który wykonywali giganci, od Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga, po The Mamas & the Papas. Lianne La Havas robi to z lekkością, wyczuciem, klasą. W tym samym programie wykonuje singiel ze swojego najnowszego albumu „Blood”, „Unstoppable”. Śpiewa go w towarzystwie sekcji rytmicznej, smyczków, chórku, a nawet harfy. Kiedy cofniemy się o cztery lata, w tym samym programie zobaczymy Lianne jeszcze przed wydaniem jej debiutu „Is Your Love Big Enough?” z 2012 roku. Stoi sama z gitarą na scenie, w skromnym kostiumie, zachwycając publikę swoim soulowym głosem. Te oba występy w „Later... with Jools Holland” dobrze pokazują, jaką przemianę przeszła La Havas przez kilka lat kariery. Zawsze imponowała głosem, ale zdaje się, że dopiero teraz stała się w pełni świadomą artystką, która doskonale umie wykorzystać swoje umiejętności wokalne. Dowodem tego jest jej drugi album „Blood”.
Artystyczna pewność