źródło: Dziennik Gazeta Prawna

PROZA Elegancki styl tej powieści sprawia, że mamy ochotę umiejscowić jej akcję kilkadziesiąt lat temu, a nie w drugiej dekadzie XXI wieku. Może dlatego „Przebaczenie” Lawrence’a Osborne’a w pewnych miejscach przywodzi na myśl „Wielkiego Gatsby’ego”. Czy dziś stać kogoś na dekadenckie zatracenie, z jakiego słynął bohater powieści Francisa Scotta Fitzgeralda? Richard i Dally, para ekscentrycznych gejów, urządzają kilkudniową imprezę dla zamożnych białych na marokańskiej pustyni. Goście pławią się w obfitości. Są luksusowe alkohole, jest kokaina, na stoły wjeżdżają egzotyczne frykasy. Ekscesom białych od dawna przyglądają się miejscowi – milcząco, ale z narastającym gniewem. Jest też para Anglików, David i Jo, którzy spóźniają się na przyjęcie. On, cynik i rasista, wsiada za kółko po kilku kieliszkach, po drodze zabija miejscowego chłopaka i ku zgrozie gospodarzy przywozi zwłoki do domu na pustyni. Osborne, dotąd autor przede wszystkim książek podróżniczych, tworzy pełnokrwistą powieść nie bez przyczyny przyjętą z entuzjazmem przez krytyków na świecie. Jej język bywa wytwornie powściągliwy, ale przecież pod spodem narasta tragizm, narastają też napięcia. To także napięcia związane z podziałem świata na uprzywilejowanych i zepchniętych na margines, nieporozumieniami międzykulturowymi, narosłymi jeszcze mocnej po 11 września. Autor stawia staroświeckie pytanie o winę, pokutę, możliwość przebaczenia.

Przebaczenie | Lawrence Osborne | przeł. Anna Gralak | Znak 2015

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

REPORTAŻ Robert Rient – dziennikarz, pisarz, trener umiejętności interpersonalnych – kiedyś nazywał się Łukasz Zamilski i był świadkiem Jehowy. A może chodzi o dwie różne osoby? „Świadek” nie jest, co warto podkreślić, kolejną opowieścią o ucieczce z sekty piorącej mózgi. Rient traktuje swoją skomplikowaną biografię jak materiał literacki, pisze reportaż z własnego życia, ale interesuje go nie tyle indywidualny los, ile uniwersalne mechanizmy społeczne i psychologiczne. Łukaszowi los zaoferował bezzwrotny pakiet: uczynił go zarazem dzieckiem urodzonym w wyobcowanej religijnej twierdzy, homoseksualistą i nadwrażliwcem, a zatem człowiekiem wielokrotnie wykluczonym: jako wyznawca pogardzanej „kociej wiary”, jako gej, jako niepokorna, poszukująca dusza. Nie każdy by to uniósł. Chyba że stając się kimś innym.

Ale Rient nie demonizuje świadków Jehowy, choć zapewne mógłby. Religie, zwłaszcza te monoteistyczne i mesjanistyczne, są do siebie podobne, zawsze skupione na własnej integralności i legitymizacji, na pilnym strzeżeniu granic, które oddzielają je od wrogów, lecz jednocześnie zapewniające członkom poczucie sensu i bezpieczeństwa. Radykalne odejście od takiej religii to także po części porzucenie osobistej tożsamości i zerwanie więzi społecznych z bliskimi. Różnice tkwią w szczegółach: w katolicyzmie można tkwić jedną nogą (albo nawet i stopą), ale nie da się być w połowie świadkiem Jehowy.

Świadek | Robert Rient | Dowody na Istnienie 2015

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

KOMIKS Toshiro, mechaniczny samuraj napędzany parą, na przestrzeni lat rodził się i umierał na łamach mniej lub bardziej efemerycznych publikacji, aż znalazł sobie dom. I to nie byle jaki, bo amerykańską oficynę Dark Horse, w której pomieszkują i Hellboy, i Usagi, i zakapiory z Miasta Grzechu, a od niedawna także kolejne wcielenie Wiedźmina. Sukces to dla nas tym ważniejszy, że mistrza katany epoki wiktoriańskiej wymyślił i naszkicował Janusz Pawlak, wielbicielom komiksu znany także pod pseudonimem Clarence Weatherspoon. Inicjalny pomysł polskiego twórcy oszlifował Jai Nitz, i tak Toshiro doczekał się własnego albumu. Steampunkowa Anglia jest inna, niż zwykło się ją przedstawiać, ponura, mroczna i smętna, a parowe wynalazki służą raczej odbieraniu życia, a nie jego usprawnieniu. Lecz i takiego świata ludzkość broni własną piersią, kiedy kradnąca dusze Meduza zamienia mieszkańców Manchesteru w żywe trupy. Metalowy Toshiro, który dopiero uczy się życia, ale już rozumie i czuje więcej niż niejeden człowiek z krwi i kości, staje do walki ramię w ramię z Bobem Żywym Srebrem. Razem masakrują nieumarłe zastępy. Fabuła komiksu jest chyba jego najsłabszą stroną, niesamowity potencjał intrygujących postaci i świata został nieco zaprzepaszczony, ale jeśli to dopiero wprowadzenie do świata Toshiro, można przymknąć oko.

Toshiro, tom 1 | scenariusz: Jai Nitz, ilustracje: Janusz Pawlak | przeł. Maciej Drewnowski | Kultura Gniewu 2015