Xavier Dolan musi irytować filmowców na całym świecie. Utalentowany, pracowity, ambitny aż do przesady, urodziwy i na dodatek ma w życiu farta. Kochamy go nienawidzić. Podczas gdy każdy kolejny projekt filmowy zwyczajowo przygotowuje się latami, 26-letni Kanadyjczyk z francuskojęzycznego Quebecu ma na koncie pięć tytułów, z których każdy był wydarzeniem. Pupil festiwalu w Cannes, właśnie kręci pierwszy amerykański film „The Death and Life of John F. Donovan” z gwiazdorską obsadą – w rolach głównych Jessica Chastain i Susan Sarandon.
Ostatni jak dotąd film Dolana, „Mama”, twórczo rozwija dotychczasowy styl reżysera. To znowu jest opowieść o próbie wyzwolenia się z wewnętrznej izolacji osób nadwrażliwych, niedopasowanych, innych, często uwikłanych w skomplikowane relacje z rodzicami, z matką – Dolan czerpie przede wszystkim z siebie, z własnych doświadczeń i rozwibrowanej emocjonalności. Wydaje się uzależniony od kilku raptem tematów, które stanowią sedno jego filmowych opowieści. Nowością w „Mamie” jest stosunek reżysera do bohaterów. Dotychczas z reguły dosyć łatwo i naiwnie ferował wyroki: kto jest bohaterem pozytywnym, kto nie. W „Mamie” wystrzega się gotowych tez, moralizowania. To wspaniale, atrakcyjnie opowiedziany film o tragedii dwojga ludzi: rodzica i dziecka, matki i syna. Anne Dorval fenomenalnie, na granicy histerii i ekshibicjonizmu, zagrała pechową, grzeszną, ale w owej grzeszności wręcz świętą wdowę samotnie wychowującą syna cierpiącego na ADHD (Antoine-Olivier Pilon), a w tle o cichej rozpaczy i wycofanym zwycięstwie sąsiadki tych dwojga, wspaniale zagranej przez Suzanne Clément. Kapitalne kino, jeden z najważniejszych tytułów sezonu.