CD Sześć lat temu przy okazji przyjazdu po raz pierwszy na koncert do Polski pochodzący ze Stanów Calexico zdradzili w wywiadzie dla „Kultury”, że jedną z największych inspiracji dla nich jest Meksyk. „Jest niesamowity zarówno muzycznie, jak i kulturowo. Ludzie tam są tak bardzo oddaleni od rzeczywistości” – mówił wokalista Joey Burns. Zdaje się, że muzycy nie przestają zachwycać się tym krajem, bo ich nowy krążek „Edge of the Sun” też jest przesiąknięty meksykańskim klimatem. Zresztą nagrywali go w Mexico City. Wspomagali ich m.in. Sam Beam (Iron & Wine), Ben Bridwell (Band of Horses) i Nick Urata (DeVotchka). Burns przyznał, że inspiracji szukali także w innych miastach, chociażby Madrycie, Nashville, El Paso i Berlinie. I to słychać. Niektóre numery mogłyby spokojnie nadać się na soundtrack szalonej gangsterskiej komedii Rodrigueza i Tarantino, której akcja rozgrywa się w El Paso. Płyta przesycona jest folkowym klimatem z tego rejonu, ale podany on został w indierockowym stylu, który powinien spodobać się nawet umiarkowanym fanom mariachi.

Wojciech Przylipiak