Przez większą część filmu bohaterka „Dziewczynki…” kursuje na przepustce między dwoma domami wariatów w poszukiwaniu psychicznej równowagi
„Dziewczynka z kotem” pokazała pazur. Film Asii Argento okazuje się na przemian drapieżny, rozkoszny i kokieteryjny. Włoska twórczyni przeskakuje między nastrojami z gracją grającej w klasy dziewczynki i wydaje się mieć z tej zabawy porównywalną frajdę. Stylistyczna nonszalancja jest zresztą jak najbardziej na miejscu. Dzięki niej „Dziewczynka…” okazuje się wiarygodnym pamiętnikiem z – naznaczonego przez kontrasty i paradoksy – okresu dojrzewania. W filmie Argento uniwersalne doświadczenia zyskują świadomie ekstremalną formę. „Dziewczynka…” ma siłę Truffautowskich „czterystu batów” wymierzonych pejczykiem od markowego projektanta.
Asia, córka włoskiego króla horroru Daria Argenta, zarzeka się, że nie zawarła w filmie elementów autobiograficznych. Obietnicę tę składała jednak zapewne ze skrzyżowanymi palcami. Tytułową bohaterkę „Dziewczynki…” obdarzyła w końcu swym drugim imieniem Aria, kazała jej dorastać w tych samych latach 80. i uczyniła protagonistkę dzieckiem sławnych rodziców. Szczególnie kolorową postacią okazuje się, rzecz jasna, ojciec. Zadufany w sobie aktor regularnie tłucze swoją żonę, a nim się wyprowadzi, wali ją jeszcze w twarz tekstem: „Szanuj mnie. Jestem w encyklopediach, dziwko!”. Mamuśka Arii jest zresztą nie lepsza. Egzaltowana piosenkarka zamyka się w salonie i wyje potencjalne szlagiery, a każdorazowo akompaniuje jej inny kochanek.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.