Czasami wystarczy lekkie przesunięcie akcentów i starą opowieść można zrelacjonować jeszcze raz bez poczucia nużącej repetycji. Manipulacje kierunkiem, mocą i barwą światła to domena sceny teatralnej - a w „Europejczykach” brytyjskiego historyka Orlanda Figesa dużo się mówi o teatrze, szczególnie operowym. Pomysł Figesa na jego monumentalną, przekrojową książkę był bowiem następujący: przyjrzeć się XIX stuleciu przez pryzmat życia jego elit artystycznych, ale położyć nacisk nie na narrację czysto biograficzną, lecz na zachodzące w tle złożone procesy społeczne. Przyglądając się więc rynkowi XIX-wiecznej sztuki - opery, malarstwa, prasy, literatury, muzealnictwa - Figes stara się wyjaśnić, na czym polegał kosmopolityczny, homogenizujący charakter pierwszej fali europejskiej świeckiej kultury masowej.
Z drugiej strony „Europejczycy” to jednak dzieło biograficzne: jego szkielet stanowi historia osobliwego, trwającego blisko 40 lat, trójkąta miłosnego, którego uczestnikami byli ludzie utalentowani oraz wielce w swojej epoce wpływowi. Ową legendarną (choć dziś w dużej mierze zapomnianą) trójkę stanowili: Pauline Viardot (1821-1910), francuska śpiewaczka operowa pochodzenia hiszpańskiego, przez lata uchodząca za najpiękniejszy głos Europy, jej mąż Louis Viardot (1800- -1883), pisarz, tłumacz, krytyk, popularyzator sztuki i - używając współczesnego nam terminu - menedżer kultury, oraz Iwan Turgieniew (1818-1883), pierwszy rosyjski prozaik, który zyskał wielką międzynarodową popularność, niestrudzony łącznik między Rosją a Zachodem, mistrz realizmu i analizy psychologicznej. Status wzajemnych relacji między tym trojgiem ludzi zmieniał się z upływem czasu, ale prócz miłości do tej samej kobiety Turgieniewa i Viardota połączyła też lojalna przyjaźń; w późniejszym okresie życia państwo Viardotowie i Turgieniew przestali nawet dbać o pozory - mieszkali w zasadzie razem. A mieszkali w wielu miejscach: m.in. w Paryżu, pod Paryżem, w Baden-Baden, w Londynie.