Fabuła nowego serialu HBO koncentruje się na jednostce straży granicznej, która działa na terenie Bieszczad, przy granicy z Ukrainą. Są tu utwierdzane przez współczesne kino stereotypy: Bieszczady znów jawią się jako kraina bimbrowników, cerkwi i pięknych okoliczności przyrody, ale jest też jednocześnie tych stereotypów przełamanie.
Na szczęście wciąż całkiem przyzwoita. W polskim serialu irytują niedociągnięcia, na które nie pozwoliłyby sobie zachodnie oddziały stacji. Scena rozgrywająca się na porodówce mogłaby uchodzić za antyprzykład pisania dialogów. Kiedy jeden ze strażników granicznych (Bartłomiej Topa) biegnie na oddział, na którym rodzi jego żona, zatrzymuje go salowa, która piękną, literacką polszczyzną, zdaniami wielokrotnie złożonymi, z wyuczoną intonacją informuje go, że nie może wejść do środka. Podawanie prostych komunikatów w skomplikowanej formie to niestety główny problem scenariusza. Konsekwencje są takie, że świat przedstawiony trudno jest kupić. Potęguje się poczucie sztuczności i tworzy się dystans w stosunku do tego, co w tym serialu najbardziej cieszy, czyli lokalnego kontekstu, podanego w nieoczywisty sposób.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.