Ponure, pokryte błotem ulice, bieda i przemoc – witajcie w Birmingham tuż po I wojnie światowej i poznajcie królów tego miasta: gang Peaky Blinders.

To jeden z tych seriali, na które czeka się od pierwszego newsa. Na czym polega niezwykłość tej produkcji BBC? Twórca serii Steven Knight (reżyser wchodzącego dziś na ekrany kin thrillera „Locke”) oparł swoją opowieść na rodzinnej legendzie. Jako młody chłopiec słuchał opowieści wujków o tym, jak za młodu należeli do gangu. Idąc śladem tych przechwałek, odkrył bardzo ciekawy, mało znany epizod historii: struktury mafijne w poczciwej edwardiańskiej Anglii. Dokładając do tego wątek wojny światowej, walczącego o legalizację ruchu komunistycznego oraz zbrojących się bojowników IRA, stworzył niezwykle interesujące ramy. W centrum obrazu umieścił zaś mafijną rodzinę Shelbych, którzy trzęsą ulicami Birmingham, sięgając po ukryte w czapkach brzytwy.

Akcja zawiązuje się, gdy stojący na czele rodzinnego interesu Tommy (Cillian Murphy) wchodzi w posiadanie należącego do korony tajnego ładunku: skrzyń zawierających karabiny maszynowe. Kontrabanda ściągnie nań uwagę pragnących wejść w posiadanie tak znaczącego uzbrojenia komunistów oraz członków IRA, a także przysłanego przez Winstona Churchilla (Andy Nyman) policjanta Campbella (Sam Neill). Tło historyczne, nawet tak pięknie i mrocznie ukazane jak na starannie wystylizowanych zdjęciach w „Peaky Blinders”, nie robiłoby jednak aż takiego wrażenia, gdyby nie te główne postaci dramatu i wybitni aktorzy, którzy tchnęli ducha w ciekawy, ale miejscami nieco naciągany scenariusz. W powstającym właśnie drugim sezonie do gwiazdorskiej obsady dołączył jeszcze Tom Hardy. W obliczu takiego nagromadzenia talentów łatwo zapomnieć, że prawdziwi Peaky Blinders byli raczej bandą nastoletnich kieszonkowców niż angielskim odpowiednikiem chłopców z ferajny.

Serial Knighta, choć bliżej mu do opowieści apaszowskiej, budzi też uzasadnione skojarzenia z „Rodziną Soprano” czy „Zakazanym imperium”. Sam twórca pytany o tę modę na mafijnych antybohaterów odpowiadał w jednym z wywiadów: „Współczesna publiczność oczekuje kogoś, kto będzie w 55 procentach dobry, w 45 – zły. To wystarczająca proporcja”. Tommy Shelby, przeszywający zimnym spojrzeniem niebieskich oczu Murphy’ego, kiedy zerka spod daszka kaszkietu i leniwie poprawia mankiety koszuli, szykując się do użyia przemocy, jest niewątpliwie takim bohaterem. Budzącym przerażenie, nawet odrazę, ale i współczucie – cierpi bowiem na powojenny zespół stresu bojowego, odsłaniając tym samym swoją wrażliwszą, bardziej kruchą stronę.

Całość dopełnia świetnie i odważnie dobrana muzyka. Ścieżkę dźwiękową wypełniają utwory Nicka Cave’a i Jacka White’a, bez zgrzytu komponując się w spójny przekaz nie tylko z mroczną stylizacją filmową, lecz także historycznymi realiami, zawartymi chociażby w śpiewanych przez bohaterów gminnych piosenkach. Wszystko pasuje do siebie jak brzytwa do czapki apasza.

Peaky Blinders | Canal+ Film | godz. 20.00