Pierwszy od 120 lat polski przekład „Wyspy skarbów” to okazja, by ponownie przyjrzeć się twórczości Roberta Louisa Stevensona.

Niemal wszyscy czytaliśmy tę książkę w podstawówce, mniej lub bardziej ekscytując się potyczkami Jima Hawkinsa i jego przyjaciół z piratami. W późniejszych latach pewnie niewielu do lektury wracało. A przecież to nie jest wyłącznie książka dla dorastających chłopców.

„Wyspa skarbów” łączy stylistykę powieści przygodowej i awanturniczej z elementami Bildungsroman, a nawet traktatu o moralności. Jest też jednym z kamieni milowych w rozwoju kultury popularnej: stereotypowe wyobrażenie pirata zawdzięcza Robertowi Louisowi Stevensonowi więcej niż komukolwiek innemu. Wszak to w „Wyspie skarbów” pojawia się – w postaci Długiego Johna Silvera – wizerunek starego wilka morskiego z papugą na ramieniu. To Stevenson wymyślił pirackie mapy, na których iksem zaznaczono miejsce ukrycia skarbu, „czarną plamę” zwiastującą wydany na morskiego rozbójnika wyrok śmierci i najsłynniejszą piracką pieśń „Dead Man’s Chest” (Piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni/Jo-ho-ho i butelka rumu).