Autopromocja

"Trzy siostry": A licznik tyka

"Trzy siostry"
"Trzy siostry"Media
20 marca 2014

Małgorzata Bogajewska próbuje przekonywać w warszawskim Teatrze Dramatycznym, że „Trzy siostry” są dramatem o kryzysie ekonomicznym. Bezskutecznie.

Nad sceną, która – nie wiedzieć czemu – przedstawia ni to hangar, ni gigantyczną świetlicę – w żadnym zaś razie dom rodziny Prozorow – przesuwają się liczby. Po długim zastanowieniu wreszcie olśnienie. Nad głowami bohaterów Antoniego Czechowa tyka zegar długu publicznego podobny do tego, który prof. Leszek Balcerowicz umieścił w sercu stolicy u zbiegu Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej. Czyj dług odmierza – Polski, Rosji – nie wiemy. Nie ma to zresztą znaczenia. W spektaklu Małgorzaty Bogajewskiej ma pokazywać, że świat pogrążył się na skraju autodegradacji. Jesteśmy niemal na dnie, choć nie u Gorkiego. Jak to się ma do „Trzech sióstr”, trudno orzec.

Do tej pory zdawało się mi się, że Czechow pisał o ludziach, a nie zjawiskach ekonomicznych, o końcach światów, jakie nosili w sobie. W Dramatycznym postaci doskonale pozbawione są właściwości. Aktorzy zaś, nawet tak znakomici jak Agnieszka Warchulska (Masza), swą bezradność przykrywają niekontrolowaną histerią. Nie ma mowy o jakichkolwiek zaskoczeniach. Może poza tym, że Anfisa (Izabela Dąbrowska) na czele leciwych kolędniczek dyga w pląsach, odbierając swojej bohaterce resztki znaczenia. Albo tym, że Irina (kompletnie bezbarwna Anna Szymańczyk) nagle rozbiera się przed Solonym (taki sam Marcin Sztabiński). A co ze sceną pożegnania Tuzenbacha (grający z nieznośną manierą Robert Majewski) z Iriną graną przy tautologicznym akompaniamencie fortepianu? Z litości nie zabawię się w porównania.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png